Gdyby zrobić podsumowanie wszystkiego, co napisano i powiedziano o zimowym oknie transferowym w Polsce, prawdopodobnie 90 proc. wszystkich publikacji dotyczyłoby Widzewa. Robert Dobrzycki rozbił bowiem bank – wydając na nowych zawodników kilkanaście milionów euro. To ewenement nie tylko w ekstraklasie, ale nawet w Europie. Właściciel Widzewa kupował piłkarzy, bo go na to stać. Inna sprawa, że na razie wydatki nie przełożyły się na poprawę gry drużyny, ale to już nie jest wina Roberta Dobrzyckiego.
Na razie widać, że udało się wzmocnić defensywę, czego dowodem są dwa czyste konta w czterech meczach rundy wiosennej, tylko o jedno mniej niż jesienią. To z pewnością zasługa Przemysława Wiśniewskiego, Christophera Chenga czy też Lukasa Leragera. Można więc przyjąć, że tyły są lepsze niż w pierwszej części sezonu.
Bartłomiej Drągowski na razie nie pomógł drużynie. W dwóch ostatnich spotkaniach zachował czyste konto, ale to bardziej zasługa kolegów z defensywy, nie dopuszczających rywali do dobrych sytuacji. Przeciwko Jagiellonii Białystok i GKS-owi Katowice nie pomógł. Ważne jednak, że przy nim cała formacja spisuje się pewniej.
Grzech zaniechania w defensywie Widzewa
Do ideału w grze obronnej trochę jednak brakuje, bo w zespole brakuje stopera potrafiącego dobrze kopać lewą nogą. Ricardo Visus, który zagrał w dwóch pierwszych wiosennych spotkaniach, czy Wiśniewski to gracze prawonożni, co widać przy próbie wyprowadzania i wybijania przez nich piłki. A rywale to wykorzystują…
Brak lewonożnego stopera jest jednym z najpoważniejszych zarzutów dla tzw. pionu sportowego. O tym, że nie jest to ulubiona pozycja dla wymienionych wyżej, a także Mateusza Żyry, wiadomo było od początku sezonu. Na finiszu okna transferowego Widzew zainteresował się Stevem Kapuadim z Legii Warszawa, co ma go kosztować kolejne miliony euro.
Po czterech wiosennych spotkaniach widać, że remisami nie da się obronić przed spadkiem – konieczne są zwycięstwa. A w ofensywie drużyna wygląda tak samo jak w pierwszej rundzie, a nawet gorzej. W jesiennych meczach z Jagiellonią Białystok, GKS-em Katowice, Wisłą Płock i Cracovią Widzew strzelił sześć goli, teraz o połowę mniej.
Ofensywa Widzewa bez zmian
Robert Dobrzycki mówił w wywiadach, że chciałby, by drużyna dominowała w środku pola. Stąd zapewne transfery Leragera i Emila Kornviga, tyle że – miejmy nadzieję, że na razie – dominacji nie widać. Jak to się robi pokazały Jagiellonia i Cracovia. Lerager to defensywny pomocnik, a Kornvigowi bliżej do napastnika niż klasycznego rozgrywającego. Jeśli do tego dodać słabą formę Juljana Shehu, o dominacji można na razie tylko pomarzyć.
Największym rozczarowaniem transferowym jest Osman Bukari. Od zawodnika, za którego zapłacono 5 mln euro, trzeba oczekiwać więcej niż kilka wygranych pojedynków jeden na jednego, w czterech występach. Na jego obronę trzeba jednak napisać, że na swojej stronie nie ma odpowiedniego wsparcia, bo Marcel Krajewski nieźle broni, lecz w ofensywie nie wnosi niczego. Może szansę powinien dostać Carlos Isaac, który też niemało kosztował, ale dotychczas gra ogony.
Podsumowując, transfery ofensywne, a właściwie jeden, nie wzmocniły zespołu, bo podobnie jak Bukari, a nawet lepiej, spisywali się Samuel Akrere czy Angel Baena. Wydając 14 czy 15 mln euro można, a nawet trzeba było bardziej wzmocnić rywalizację w formacjach ofensywnych.
Nadzieja w tym, że wreszcie obudzi się Andy Zequiri, a formę i zaufanie trenera odzyska Fran Alvares. Inaczej będziemy oglądać męczarnie, jak w spotkaniu z Cracovią.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.