W tym momencie najważniejsze jest dla Widzewa utrzymanie w Ekstraklasie. To scenariusz, którego przed startem sezonu nikt nie zakładał. Wszyscy wierzyli w sukces, a największy apetyt Łodzianie mieli na Puchar Polski. To bowiem najkrótsza i w teorii najprostsza droga do europejskich pucharów. I tak się złożyło, że RTS we wtorkowy wieczór mierzył się w Katowicach z GKS-em, a stawką spotkania był półfinał tego turnieju. Z pozytywów - Widzewiacy w tym sezonie nieźle radzili sobie w poprzednich rundach Pucharu. Z negatywów - grali z Gieksą, z którą przed trzema tygodniami przegrali w żenującym stylu. Ten mecz - przynajmniej nieoficjalnie - był też spotkaniem "o posadę" dla trenera Jovicevicia, którego wyniki są tak tragiczne, że to i tak zaskakujące, że nadal jest szkoleniowcem czerwono-biało-czerwonych.
Początek gry należał do gości z Łodzi, którzy zaczęli naprawdę nieźle. W ciągu 10. minut oddali trzy celne strzały. Najpierw główkował Kozlovsky, w 6. minucie z woleja strzelał Zeqiri, a parę chwil później spróbował Shehu. Widzew wyglądał solidnie i jego gra mogła się nawet podobać. Groźnie było też po podaniu Sebastiana Bergiera do Kozlovskiego. Słowak nie zdołał jednak oddać strzału, bo świetną interwencją popisał się Marcin Wasilewski, który wślizgiem wybił piłkę na róg.
Przewaga Widzewiaków gola nie przyniosła. Wynik otworzyli goście. W 28. minucie świetnie w polu karnym zachował się...Lukas Klemenz, a więc kat Łodzian sprzed trzech tygodni. Niczym rasowy snajper uderzył w niełatwej sytuacji i Drągowski nie miał szans. Goście mogli schodzić do szatni z dwubramkowym prowadzeniem, ale w ostatniej akcji pierwszej połowy, niesamowitą interwencją popisał się golkiper RTS-u, który wybronił strzał Szkurina. Niezależnie od tego, czerwono-biało-czerwoni przegrywali po pierwszej połowie. Biorąc pod uwagę słowa Jovicevicia sprzed paru dni o tym, że w Polsce "drużyna, która pierwsza strzeli gola, wygrywa w 80% przypadków", przed drugą połową raczej nie mogliśmy być optymistami.
Jednak w 53. minucie Łodzianie mieli rzut wolny. Shehu sprytnie podał do niepilnowanego na lewej stronie Kozlovskiego, ten zagrał w kierunku bramki, a tam do piłki dopadł Zeqiri i mocnym strzałem wyrównywał stan meczu! Później tempo bardzo spadło i nie widzieliśmy zbyt wielu dogodnych sytuacji, ani dla jednych, ani dla drugich. Do końca regulaminowego czasu gry bramek już nie zobaczyliśmy, a to oznaczało dogrywkę.
W niej, jak to w do dogrywce, dużo było ostrożnej gry. W 97. minucie wyjątkowo piękną bramkę zdobyli Katowiczanie. Nożycami uderzył Mateusz Wdowiak, ale na szczęscie dla RTS-u, odgwizdano spalonego. W drugiej połowie dwie okazje dla gospodarzy miał Wędrychowski, zaś Łodzianie najgroźniej zaatakowali w ostatniej minucie dogrywki, gdy skrzydłem ruszył Fornalczyk. Zagrał do Alvareza, a ten nieznacznie się pomylił. Mieliśmy nadal remis, a więc czekały nas rzuty karne.
W nich lepsi byli gracze z Katowic. Wykorzystali swoje wszystkie karne, z Widzewiaków pomylili się Alvarez, którego strzał wybronił Strączek, a Fornalczyk nie trafił nawet w bramkę. Nie będzie finału Pucharu Polski, nie będzie pierwszego trofeum od lat, nie będzie Europy. Widzew odpada.
GKS Katowice - Widzew Łódź 1:1 (4:2)
GKS Katowice: Strączek – Czerwiński (106′ Kuusk), Jędrych, Klemenz – Galan (84′ Jirka), Kowalczyk (84′ Milewski), Rasak, Wasielewski – Marković (53′ Wędrychowski), Nowak, Szkurin (84′ Wdowiak)
Widzew Łódź:
Drągowski – Andreou, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski (90+1 Isaac), Lerager (90+1 Selahi), Shehu, Kozlovsky (106′ Cheng) – Kornvig – Zeqiri (84′ Alvarez), Bergier (113′ Fornalczyk)
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.