Reklama

Reklama

ŁKS. To może jednak kupmy obrońcę?

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

ŁKS. To może jednak kupmy obrońcę? - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Szału nie ma. ŁKS po sześciu kolejkach ma tylko 4 punkty i po przegranym 2:3 spotkaniu z Legią znalazł się w strefie spadkowej. Zwycięstwa w starciu ze stołecznymi nie było, ale jednak coś się zmieniło. Co? Zapraszam do lektury.

Czy z Legią ŁKS musiał przegrać?

Piłkarze Łódzkiego Klubu Sportowego nie zagrali w niedzielę słabego meczu. Twierdzę nawet, że spotkanie z Legią, a przynajmniej pierwsze 45 minut, było w ich wykonaniu naprawdę przyzwoite. Nie będę się rozpisywać na temat tego, że Legia wyszła drugim składem. Odnotuję jedynie, że w wyjściowym składzie na mecz w Łodzi pojawiło się dwóch zawodników (bramkarz i prawy obrońca), którzy rozpoczęli mecz z Rangers FC.

Spotkaliśmy się tutaj, żeby poczytać o ŁKS-ie, więc płynnie przechodzimy do analizy gry łódzkiego beniaminka. Zauważalne jest to, że po raz kolejny utrata bramki przez ŁKS mocno komplikuje sprawę wygrania, albo chociaż zremisowania meczu. Mam wrażenie, że w punkt trafił Aleksandar Vuković, który na pomeczowej konferencji prasowej stwierdził, że problemy piłkarzy trenera Kazimierza Moskala zaczynają się wtedy, gdy tracą oni pewność siebie.

- ŁKS sprawiał bardzo dobre wrażenie w tych pierwszych spotkaniach, grając piłkę nietypową dla polskiej ekstraklasy. Jest to sposób prowadzenia gry, który jest trudny, kiedy drużyna traci trochę pewności, kiedy przegra jeden czy drugi mecz. Wtedy łatwiej o błąd w tej technicznej i ładnej grze. Liczyłem na to, że jeśli będziemy agresywni, to będziemy mieli swoje sytuacje. Tak tez było – powiedział Vuković.

Polecamy: Sebastian Zieleniecki po meczu Skra – Widzew: „Nie można udawać, że nic się nie stało”
Pewność siebie to podstawa w stylu preferowanym przez ŁKS. Łodzianie nie byli jednak przestraszeni. Wręcz przeciwnie. Już w 4. minucie wyszli na prowadzenie i grali dość pewnie. Oczywiście zdarzały im się błędy, ale nie zmienia to faktu, że po gospodarzach nie było widać niepewności. Tym bardziej nie można się dziwić trenerowi Moskalowi, który po meczu nie był w najlepszym nastroju.

- Żeby wygrać mecz, trzeba strzelić bramkę więcej od przeciwnika. Po prostu nie możemy przegrywać takich meczów. To dla mnie niezrozumiałe, że w ten sposób przegraliśmy to spotkanie – ocenił Moskal.

Odpowiadając zatem na pytanie… Nie, z Legią nie trzeba było przegrać. Nawet nie tyle można było zremisować, co odnieść niezwykle ważne zwycięstwo. Niestety, nie udało się.

Terminarz ma znaczenie

Chociaż trener Kazimierz Moskal nie chce zwalać pozycji ŁKS-u w tabeli na trudny terminarz, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Rycerze Wiosny cierpią teraz właśnie ze względu na fakt, iż pierwsze mecze w PKO Ekstraklasie rozgrywali z mocnymi jak na polskie realia rywalami.

Przed sezonem wiadomo było, że pierwsze pojedynki będą bardzo wymagające. Nadziei w gronie redakcyjnym upatrywaliśmy w tym, że polskie drużyny występujące w europejskich pucharach grają zazwyczaj nieco słabiej w lidze. Problem polegał jednak na tym, że ŁKS zagrał tak naprawdę z jednym pucharowiczem. Otóż Lechia grała z dwumecz Broendby dopiero po meczu z ŁKS-em, a Cracovia i Piast zdążyły odpaść z walki o Ligę Europy przed starciami z łódzkim beniaminkiem. Nie było zatem mowy o grze z podmęczonymi rywalami.

Widok Łódzkiego Klubu Sportowego w strefie spadkowej boli tym bardziej, że na grę Biało-Czerwono-Białych patrzy się z przyjemnością. I tutaj jest miejsce na to, by pochwalić kibiców, którzy nawet po czwartej porażce z rzędu, i to z Legią Warszawa, nie ganili piłkarzy, tylko głośno krzyczeli, by ci podnieśli głowy do góry i nie załamywali się niepowodzeniami. Fani wierzą, że trudny początek tylko zahartuje zespół, a ciężka praca i wiara w siebie poprowadzi drużynę do zwycięstw w kolejnych meczach z teoretycznie słabszymi przeciwnikami.

Polecamy: Rozbiegana Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna! Zobacz zdjęcia z Biegu Fabrykanta [GALERIA]
Osobiście natomiast pocieszałem po meczu jednego z podłamanych kolegów po fachu. Pocieszam zatem i Was drodzy czytelnicy. Wierzcie w ŁKS. Na smutek i szukanie winnych jest zdecydowanie za wcześnie. Poczekajmy do połowy października. Dopiero po meczach z Wisłą Płock, Arką Gdynia, Pogonią Szczecin, Zagłębiem Lubin i Koroną Kielce będziemy mogli poznać prawdziwą wartość zespołu trenera Kazimierza Moskala.

Czy ŁKS potrzebuje transferów?

Zmierzając do sedna tego artykułu warto się zastanowić czy ŁKS w ogóle potrzebuje nowych piłkarzy. Przez ostatnie 2-3 tygodnie głośno spekulowało się o nowym napastniku, bo Łukasz Sekulski i Rafał Kujawa nie spisują się na miarę oczekiwań. Tymczasem obaj się odblokowali. Ten pierwszy strzelił dwa gole Legii, a drugi popisał się hat-trickiem w meczu rezerw. I to jest właśnie ta zmiana, o której wspominam na początku tekstu. Gdzie zatem upatrywać braków kadrowych?

Jak nie w ataku, to w obronie. ŁKS zaczął tracić dużo goli, głównie ze względu na sporą liczbę błędów indywidualnych. Trener Moskal postanowił dać odpocząć Maksowi Rozwandowiczowi i w starciu z Legią postawił na duet SobocińskiJuraszek. To jednak na niewiele się zdało, bo przy straconych bramkach Michał Kołba dwoił się i troił, ale jego koledzy z bloku defensywnego nie pomagali. Siła złego na jednego. Bramkarz ŁKS-u był po prostu bezradny.

Podczas konferencji prasowej z udziałem trenera Moskala padło zatem pytanie o nowego obrońcę, który dołączyłby do klubu jeszcze przed kolejnym meczem.

- To nie jest takie proste. Szukanie zawodników na łapu-capu nie jest w stylu ŁKS-u. Powinniśmy mieć przygotowane pewne rzeczy, a nie po dwóch meczach szukać radykalnych rozwiązań – odpowiedział Moskal.

Przykład napastników w ŁKS-ie pokazuje, że różne propozycje dotyczące transferów niekoniecznie muszą mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości. Nie zmienia to jednak faktu, że do zamknięcia okienka transferowego pozostał tylko tydzień. Jeśli włodarze ŁKS-u faktycznie zechcą wzmocnić zespół, to mają na to mało czasu. Zobaczymy czy rzutem na taśmę beniaminek PKO Ekstraklasy przeprowadzi transfer last minute.

Moim zdaniem nie jest to konieczne, a obecną kadrę stać na ugranie nawet 20 punktów jeszcze w 2019 roku. Zdecydowanie bardziej polecam nieco spokojniejsze rozwiązanie, polegające na przygotowaniu porządnego transferu, który zostanie przeprowadzony zimą. Nomen omen to przecież ŁKS jest najlepszym dowodem na to, że cierpliwość i chłodna głowa mogą być fundamentem piłkarskiego sukcesu.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy