Reklama

Reklama

Marcin Tarociński o zawodzie spikera podczas Mistrzostw Świata do lat 20: To była zupełnie inna praca

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

Marcin Tarociński o zawodzie spikera podczas Mistrzostw Świata do lat 20: To była zupełnie inna praca - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Chociaż emocje po Mistrzostwach Świata do lat 20 w Polsce już opadły, to wciąż wielu mieszkańców Łodzi pamięta doskonały doping podczas meczów rozgrywanych na Stadionie Widzewa. Jedną z tych osób jest Marcin Tarociński, który zdradził nam kulisy pracy spikera podczas tak wielkiej piłkarskiej imprezy.

Marcin Tarociński to wieloletni spiker Widzewa. Na nowym obiekcie przy al. Piłsudskiego poprowadził już ponad 50 meczów, ale mimo to praca podczas Mistrzostw Świata była dla niego nowym wyzwaniem.

- To było zupełnie inne doświadczenie. Poza tym, że to był ten sam stadion, w dużej mierze ta sama publiczność, to reakcje były trochę inne. Bardzo fajnie, że publiczność na Widzewie przeniosła atmosferę i doping na mecze reprezentacji. Tutaj była to po prostu fajna zabawa, a to jest raczej niespotykane, patrząc przykładowo na mecze seniorskiej kadry – ocenił Tarociński. - Nie uległo to uwadze wszystkich przedstawicieli FIFA z całego świata, którzy w zasadzie non-stop nagrywali i fotografowali to, co się dzieje na stadionie. Nie wierzyli w to, co się działo, bo nigdy z czymś takim na meczach młodzieżowych reprezentacji się nie spotkali.

Różnicami względem ligowych meczów Widzewa, które najbardziej rzucały się w oczy były m.in. miejsce pracy spikera czy też trzymanie się rozpisanego scenariusza.

- Przykładowo mecze klubowe prowadzę z płyty boiska, natomiast tutaj w ogóle taka sytuacja nie mogła mieć miejsca. Określone są specjalne procedury FIFA, które mówią dokładnie kto, gdzie i w której minucie ma się znajdować. My mieliśmy miejsce na górze w pokoju, gdzie na meczach ligowych jest tzw. centrum dowodzenia. Tam swoje stanowiska mają służby i technicy. My stamtąd prowadziliśmy mecze. Nie przez przypadek mówię „my”, bo nie byłem sam. Nasz zespół infotainment składał się z czterech osób – zdradził Marcin Tarociński. - Warto zaznaczyć, że podczas MMŚ scenariusz był rozpisany dokładnie co do 30 sekund i pracowaliśmy punkt po punkcie. Jaki kawałek muzyczny jest w danym momencie wypuszczany, co w tej samej chwili robi dziecięca eskorta, co robią sędziowie, gdzie są zawodnicy i kiedy ja wchodzę. Tam na moją improwizację nie było w ogóle miejsca.

Mistrzostwa Świata to ogólnoświatowa impreza. To z kolei sprawia, że spiker musi przekazywać informacje w dwóch językach. W przypadku młodzieżowego mundialu w naszym kraju spiker mówił po polsku i po angielsku. To dodatkowe utrudnienie, z którym Marcin Tarociński musiał sobie poradzić.

- W trakcie meczu czasami dzieje się bardzo dużo i trzeba dwujęzycznie reagować. Były takie mecze, gdzie trzeba się było mocno spinać, bo w jednym momencie zawodnik był ukarany żółtą kartką, do tego trenerzy przeprowadzali ze dwie zmiany, a zaraz później padał jeszcze gol. Tutaj działało się według zupełnie innego schematu. Najpierw mówię tylko w języku angielskim, że padł gol dla danego kraju. Później czekam na potwierdzenie z wozu transmisyjnego i od VAR-u czy bramka została zdobyta prawidłowo i dopiero mogę podać strzelca gola. Czasami było to nawet 2-3 minuty pod strzelonej bramce – powiedział popularny „Tarot”. - My nie zanotowaliśmy żadnej wpadki. Przez 10 meczów nie wydarzyło się nic, co byłoby zauważone przeze kibiców czy przedstawicieli FIFY. Po każdym meczu była krótka odprawa i, mimo że w Łodzi tych meczów było najwięcej, za każdym razem dostawaliśmy informację, że wszystko było ok.

Na koniec nie mogło zabraknąć pytania o kwestie finansowe. Konkretnej kwoty Marcin Tarociński nie ujawnił, ale przyznał, że zarobek z takiej miesięcznej imprezy mieści się w granicach rozsądku.

- Zważywszy na to, że impreza trwała miesiąc, to jest to całkiem przyzwoita rzecz. Trzeba sobie zdawać sprawę, że taka impreza to nie codzienność i w kolejnych tygodniach już tego zarobku nie będzie. Ale z drugiej strony nie są to jakieś niesamowite kwoty. Jeśli mogę porównać, to nieco więcej płaci UEFA. Do tego były to młodzieżowe mistrzostwa, na których FIFA woli oszczędzać – zakończył Tarociński.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy