Do tragedii doszło 27 lipca podczas zajęć nauki pływania na Fali w Łodzi. 7-letni chłopiec przez kilka minut walczył o życie w wodzie. Ostatecznie został wyciągnięty przez 78-letniego pana Mieczysława, stałego bywalca aquaparku. Mimo reanimacji dziecko nie odzyskało przytomności. Później lekarze stwierdzili śmierć mózgu.
Śledztwo trwa. Dziś prokuratura zrobiła jeden z najważniejszych kroków.
45 policjantów odtworzyło tragedię na Fali
Eksperyment miał możliwie najwierniej odtworzyć sytuację z 27 lipca. Nagrania z monitoringu zostały szczegółowo przeanalizowane i na tej podstawie przygotowano scenariusz. Policjanci zostali ustawieni dokładnie w miejscach, w których znajdowali się wtedy ludzie.
Były pozycje dwóch ratowników, były miejsca zajmowane przez opiekunki grupy, odtworzono również ustawienie na basenie, więc część policjantów musiała zamienić mundur na kąpielówki. Wszystko zostało nagrane.
Eksperyment przeprowadzono pod nadzorem prokuratora z prokuratury wojskowej, który - jak mówił Paweł Jasiak - ma szerokie doświadczenie w prowadzeniu czynności przy sprawach z udziałem dużej liczby osób. W eksperymencie uczestniczyło aż 45 funkcjonariuszy policji.
Prokuratura zadbała nawet o to, aby warunki eksperymentu były możliwie zbliżone do tych, które panowały w dniu tragedii. Uwzględniono prognozę pogody, tak aby warunki widoczności były podobne. Sprawdzono również położenie słońca i ustawiono je mniej więcej w tym samym miejscu, w którym znajdowało się 27 lipca. Śledczy wzięli pod uwagę także rozmieszczenie różnych instalacji na terenie basenu.
- Celem było to, aby jak najwierniej odtworzyć warunki tego wypadku. Dwóch funkcjonariuszy ustawiło się w pozycjach opiekunek, które czuwały nad tą grupą półkolonii. Rozpoczęło się nagrywanie eksperymentu. Miał on na celu stwierdzenie warunków widoczności, które były w tamtym dniu, a mianowicie odpowiedź na takie pytanie, czy te osoby, które nadzorowały grupę, powinny były widzieć topiące się dziecko.
- mówi Paweł Jasiak z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
- Biorąc pod uwagę dramatyzm tego co się tutaj stało, to nie mogliśmy sobie pozwolić na żadne uchybienia, a więc wszystko musiało zostać odtworzone jak najdokładniej
- dodaje prokurator.
Na zdjęciu: prokurator Paweł Jasiak
Eksperyment przeprowadzono w dwóch wersjach
W pierwszej odtworzono sytuację taką, jaka miała miejsce w dniu tragedii - ratownicy siedzieli na swoich wieżyczkach, a opiekunki znajdowały się w pobliżu basenu. W drugiej sprawdzono wersję hipotetyczną, zakładającą, że ratownicy powinni byli chodzić od pozycji do pozycji wzdłuż basenu i obserwować dzieci. To nie przypadek. Prokuratura chce ustalić, czy sposób wykonywania obowiązków przez ratowników mógł mieć znaczenie dla tego, co wydarzyło się 27 lipca.
- W eksperymencie uczestniczył także biegły z zakresu ratownictwa wodnego. Jego zadaniem będzie teraz - po otrzymaniu wszystkich materiałów procesowych z tego śledztwa i tego nagrania, które zostało dzisiaj sporządzone - odpowiedź na pytanie, czy ratownicy zachowali się prawidłowo
- mówi Jasiak.
Instruktorka była kilka metrów od tonącego dziecka
Jest jednak informacja, która szczególnie mocno wybrzmiała podczas dzisiejszej konferencji prasowej. Na pytanie o to, gdzie znajdowała się instruktorka, kiedy dziecko tonęło, Jasiak odpowiedział:
- Instruktorka przebywała kilka metrów od topiącego się dziecka.
Prokurator potwierdził również, że ratownicy znajdowali się wówczas na swoich wieżyczkach. Nie chce jednak na tym etapie powiedzieć, czy z tych miejsc powinni byli zobaczyć tonącego chłopca.
- Ostateczny wniosek co do warunków widoczności będziemy mogli ujawnić na dalszym etapie śledztwa
- zaznaczył.
I właśnie odpowiedź na pytanie o widoczność może mieć kluczowe znaczenie dla dalszego postępowania.
W eksperymencie wzięło udział 45 policjantów
Cztery osoby mogą usłyszeć zarzuty
Prokuratura na tym etapie bada odpowiedzialność czterech osób.
Nikt dotąd nie usłyszał zarzutów.
- Badana była hipotetyczna odpowiedzialność czterech osób. Dwóch ratowników i dwóch opiekunek
- powiedział prokurator.
Ratownicy i opiekunki byli przesłuchiwani jako świadkowie.
- Natomiast w sytuacji, w której określone osoby mogą usłyszeć zarzuty, te zeznania stracą jakąkolwiek moc procesową
- dodaje prokurator.
Dlaczego zarzutów nie przedstawiono wcześniej? Prokurator tłumaczy, że względy taktyki procesowej przemawiają za tym, aby osobom, które mogą je usłyszeć, przedstawić je jednocześnie.
Teraz śledczy czekają przede wszystkim na opinię biegłego z zakresu ratownictwa wodnego. To on ma ocenić, czy ratownicy zachowywali się prawidłowo i czy w ramach swoich obowiązków powinni poruszać się wzdłuż basenu.
Na razie prokuratura mówi o zakresie nieumyślnego spowodowania śmierci.
- O ostatecznej kwalifikacji, którą przybierzemy, będziemy mogli jednak mówić dopiero po sporządzeniu postanowienia o przedstawieniu zarzutu. To, że jak jest jakaś kwalifikacja jest przybrana we wstępnym dokumencie procesowym nie oznacza, że taka będzie kwalifikacja ostateczna ani też nie oznacza tego, że prokurator nie bada innych wersji bądź innych czynów popełnionych w toku tego postępowania
- tłumaczy Jasiak.
Eksperyment ma być jednym z ostatnich istotnych elementów śledztwa. Większość czynności procesowych została już wykonana. Po uzyskaniu opinii biegłego i przeprowadzeniu czynności z ewentualnymi podejrzanymi śledczy będą mogli zbliżyć się do zakończenia postępowania i przedstawienia zarzutów.
Na ten moment jest mowa o nieumyślnym spowodowaniu śmierci, a w tym przypadku oskarżonemu grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.