Wiceprezydent Tomasz Piotrowski i przewodniczący Bartosz Domaszewicz po raz kolejny weszli w rolę tych, których prawda jest prawdziejsza, ironizując i wyśmiewając posłankę. Piotrowski nazywa wypowiedzi Wojciechowskiej „głupotą” i „szaleństwem intelektualnym”, jednocześnie twierdząc, że odnosi się do niej „z kulturą i szacunkiem”. To nie jest kultura - to kuriozum.
Może jestem kobietą starej daty, może nie znam się na polityce, ale jedno wiem na pewno: nawet w najostrzejszym sporze, przy ogromnych różnicach zdań, mężczyzna powinien być dżentelmenem. Czasem po prostu trzeba ugryźć się w język, bo są rzeczy, których się nie mówi i które po prostu nie przystoją. Tymczasem sesja Rady Miejskiej w Łodzi po raz kolejny pokazała, że w samorządzie emocje często biorą górę nad merytoryką. Ostentacyjne wytykanie „głupoty” przez wiceprezydenta wobec posłanki są, moim zdaniem, symbolem kryzysu kultury politycznej.
Łódź zasługuje na więcej niż spektakl pełen wyzwisk. Zasługuje na polityków, którzy potrafią dyskutować, nawet jeśli opinie są skrajnie różne. Nie ma znaczenia, czy to PiS, KO czy Konfederacja. „Dawno nie słyszałem tak głupiej i manipulacyjnej wypowiedzi”, „Pani stan wiedzy na temat finansów jest porażający” albo „Pani głupotę powiedziała, a ja nazywam rzeczy po imieniu” - czy tak powinien mówić dżentelmen do kobiety o dwadzieścia lat starszej od siebie?
Do tego dołączył przewodniczący Rady Miejskiej, który od lat słynie z wyjątkowo ciętego języka. Ostatnio „zasłynął” tym, że w wywiadzie dla TVP3 Łódź publicznie zarzucił Prokuraturze Okręgowej w Łodzi „sterowanie narracją medialną” oraz „wyciek dokumentów” w śledztwie dotyczącym przetargów na powierzchnie reklamowe w gazecie Biblioteki Miejskiej oraz organizacji festiwali „Summer Festival” i „Audioriver”. Prokuratura stanowczo odniosła się do jego słów, podkreślając, że informacje, jakie przekazuje, są zgodne z ustawowym obowiązkiem informowania opinii publicznej w niezbędnym zakresie. Mimo to Domaszewicz wprost kwestionował pracę organów ścigania i sugerował ich niewłaściwe działania, nie powstrzymując się od publicznych ocen i domniemań, co w kontekście jego stanowiska wydaje się co najmniej kontrowersyjne.
Podczas posiedzenia było podobnie. Domaszewicz zamiast mediować, rozdmuchał tlący się spór:
„Wielka prośba, proszę pani poseł, nie róbmy tego cyrku, co PiS robi w Sejmie, wielka prośba, nie powtarzajmy tego cyrku PiS-owskiego z Sejmu dzisiaj na sali obrad.”
Czy następnym razem, gdy jakaś radna czy posłanka będzie miała inne zdanie, usłyszy „spiep...j, babo” i to też będzie ok?
Nie jestem feministką. Jestem zwykłą Łodzianką, żoną i matką i od mężczyzn wymagam odrobiny szacunku.
Według różnych definicji dżentelmena można opisać go jako mężczyznę o nienagannych manierach, wysokiej kulturze osobistej i szlachetnym, opanowanym charakterze, który szanuje innych, dotrzymuje słowa i dba o elegancki wygląd. Jest uprzejmy, punktualny i unika wulgaryzmów. Kluczowe cechy dżentelmena to szacunek i uprzejmość wobec wszystkich, niezależnie od statusu, znajomość zasad savoir-vivre oraz opanowanie w trudnych sytuacjach.
Tak, tak. Pani poseł też nie gryzie się w język i też wzbudza kontrowersje, ale czy to upoważnia kogokolwiek do obrażania jej? Bessie Braddock, oskarżająca Churchilla, że jest pijany, usłyszała ponoć: „Ale jutro będę trzeźwy, a pani, madam, nadal będzie brzydka”.
Ale czy widzicie różnicę między tym a „Pani głupotę powiedziała, a ja nazywam rzeczy po imieniu”? Ja widzę przynajmniej jedną - Churchill wypowiadając te słowa mając w sobie więcej whisky niż dyplomacji...
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.