Oficjalnie wszystko się zgadza. Tysiące uczestników, koncerty gwiazd i pozytywne podsumowania organizatorów. Miasto mówi o sukcesie wspólnej zabawy studentów. Jednak poza sceną przy ul. Lutomierskiej coraz głośniej słychać głosy krytyczne.
To nie były już nasze Juwenalia
Dyskusja wokół tegorocznych Wielkich Juwenaliów Łódzkich nie cichnie. Najpierw pojawiły się głosy, że organizowana wspólnie z miastem impreza przy ul. Lutomierskiej nie powinna być biletowana. Teraz głos zabierają mieszkańcy akademików Politechniki Łódzkiej. Twierdzą, że władze uczelni skutecznie wygasiły wieloletnią tradycję juwenaliowych spotkań na kampusie. Mówią o policyjnych patrolach, ochronie i ograniczaniu integracji. Rektor odpowiada krótko: nikt niczego nie zakazywał.
Do redakcji TuŁódź wpłynął obszerny list od studentów, którzy twierdzą, że prawdziwe studenckie święto zostało im w tym roku odebrane.
- Brak zabawy na terenach kampusu był wynikiem odgórnych, rygorystycznych działań władz uczelni. Na zaledwie 3 dni przed rozpoczęciem imprezy studenci otrzymali od rektora maila, z którego wynikały dwa kluczowe dla nas ograniczenia
- piszą i załączają screen wiadomości. Władze uczelni poinformowały w nim, że Politechnika Łódzka zawarła porozumienie z Komendantem Miejskim Policji w Łodzi dotyczące zapewnienia bezpieczeństwa podczas wydarzenia. Jednocześnie zapowiedziano patrole policji m.in. na terenie osiedla akademickiego, Parku PŁ oraz przy VIII Domu Studenta. Przypomniano również o zakazie spożywania alkoholu na kampusach oraz zaapelowano o niegromadzenie się w przestrzeniach kampusowych i ciągach komunikacyjnych w sposób utrudniający poruszanie się, zakłócający porządek lub mogący stwarzać zagrożenie.
Studenci odebrali ten komunikat jako sygnał, że tradycyjne spotkania pod akademikami nie będą mile widziane i potraktowali go jako dowód na brak zaufania.
Wszystko poszło na marne
Jak relacjonują autorzy listu, część studentów już wcześniej przygotowywała własne wydarzenia integracyjne.
- Na własną rękę, w porozumieniu z administracją akademików, wynajęliśmy toalety, kupiliśmy jedzenie i sprzęt potrzebny do organizacji spotkań. Po decyzjach władz uczelni część tych wydatków okazała się stracona
- twierdzą.
Młodzi ludzie podkreślają, że wiadomość od władz uczelni pojawiła się w momencie, gdy część przygotowań była już zakończona.
- Już pierwszego dnia doszło do działań ograniczających ze strony służb. Za III Domem Studenckim specjalnie wynajęta na tę imprezę ochrona aktywnie "interesowała się tym, co się wnosi i gdzie", co doprowadziło do podjęcia przez wiele osób decyzji o przeniesieniu imprezy na Lumumbowo
- dodają.
Studenci opisują również sytuację za VIII Domem Studenta. Jak twierdzą, spotkanie odbywało się na zamkniętym terenie akademika i miało spokojny charakter. Mimo to miało zostać zakończone po interwencji policji.
- Pomimo dostosowania się do zaleceń ochrony policja nakazała nam się rozejść. Osobę próbującą ustalić, na jakich zasadach możemy dalej się integrować, spisano. W pełni współpracowaliśmy ze służbami. Pomimo poczucia niesprawiedliwości zakończyliśmy spotkanie zgodnie z poleceniem
- piszą.
Takiego zdarzenia nie odnotowała jednak policja.
- 29 i 30 maja funkcjonariusze patrolowali zarówno tereny wokół kampusu Politechniki Łódzkiej, jak i okolice osiedla Lumumby oraz zabezpieczali imprezę przy ul. Lutomierskiej
- mówi podkomisarz Maksymilian Jasiak, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.
Jak podkreśla policja, na terenie kampusu Politechniki Łódzkiej nie doszło do żadnej interwencji.
- Nikomu nie nakazano opuszczenia terenu uczelni
- zaznacza Jasiak.
Policja podkreśla, że funkcjonariusze wykonywali standardowe czynności wynikające z obowiązujących przepisów. Jeśli ktoś poruszał się po ulicy z otwartym alkoholem, mógł zostać ukarany mandatem - niezależnie od tego, czy był studentem, czy nie. Na terenach należących do Politechniki Łódzkiej takich przypadków jednak nie było.
Więcej ochrony niż studentów
Studenci twierdzą, że odczuwali jednak presję, a efekt działań uczelni był widoczny gołym okiem.
- Teren pod III Domem Studenta, który w poprzednich latach tętnił juwenaliowym życiem, świecił pustkami. Przebywało tam kilkunastu pracowników ochrony i zaledwie garstka studentów na boisku. Scenariusz przypominał zwykły, spokojny wtorek, a nie największe święto studenckie w roku
- napisali.
W ich ocenie, działania władz uczelni doprowadziły do wygaszenia wieloletniej tradycji juwenaliowych spotkań na kampusie.
- Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że wszystkie te działania mieściły się w kompetencjach i uprawnieniach rektora. Jednak z naszej perspektywy trudno nie nazwać ich jawnie antystudenckimi. To kolejny, bolesny przykład niszczenia wieloletnich tradycji. Te działania wymusiły na wielu studentach przeniesienie świętowania z własnego kampusu na Lumumby
- kwitują.
Rektor odpowiada: „Nikt niczego nie zakazywał”
O komentarz poprosiliśmy Politechnikę Łódzką. Uczelnia stanowczo odrzuca zarzuty studentów.
- Nie było intencją władz uczelni ograniczenie lub wyeliminowanie spotkań studentów, odbywających się tradycyjnie na terenach kampusów i akademików. Dowodem są aktywności studenckie organizowane na kampusach w ciągu całego tygodnia juwenaliowego, łącznie z sobotnim śniadaniem za III DS Politechniki Łódzkiej. Wszystkie decyzje o wydarzeniach tygodnia juwenaliowego zapadały z udziałem samorządu studenckiego
- przekazał nam Robert Szczerbaniak, rzecznik prasowy Politechniki Łódzkiej.
Czy władze uczelni zwracały się do policji o szczególne działania wobec zgromadzeń na terenie osiedla akademickiego?
Politechnika potwierdza, że zawarła porozumienie z Komendą Miejską Policji w Łodzi, ale policja miała patrolować okolice akademików.
- Zwrócono się o rutynowe, prewencyjne patrolowanie okolic domów studenckich, co miało na celu zapewnienie ogólnego bezpieczeństwa mieszkańców
- informuje uczelnia.
PŁ podkreśla również, że studentom jedynie przypomniano o obowiązujących przepisach, w tym zakazie spożywania alkoholu na terenach kampusów i w przestrzeniach publicznych.
Dwie wersje tej samej historii
Spór o tegoroczne Juwenalia Łódzkie trwa więc nadal. Tym bardziej, że coraz częściej pojawiają się pytania, czy wielka impreza organizowana przez miasto rzeczywiście zastąpiła tradycyjne święto studentów, czy raczej doprowadziła do podziału na tych, którzy chcieli się bawić na koncertach Bambi, Kizo i Ich Troje oraz tych, którzy chcieli świętować po swojemu na kampusach. Tak, jak to miało miejsce na Lumumbowie.
Na razie pozostaje również bez odpowiedzi pytanie, czy przy Manufakturze więcej było studentów, czy też nastolatków i osób, które studenckie czasy mają już dawno za sobą.
Tę kwestię próbuje rozwikłać radny miejski Kosma Nykiel, który złożył interpelację dotyczącą organizacji Juwenaliów Łódzkich.
Chce m.in. poznać szczegółowe koszty wydarzenia oraz dowiedzieć się, ilu uczestników korzystało z biletów studenckich, a ilu kupowało wejściówki w regularnych cenach.
- Po Juwenaliach słyszę rozgoryczenie części uczestników, że impreza miała "zbyt mało studencki charakter", a dużą część uczestników stanowili niestudenci. Inni zarzucają, że "sztucznie podbito" frekwencję niestudentami, a obie strony w komentarzach przerzucają się zdjęciami z dronów z pod różnymi kątami
- zauważa radny.
- To jest impreza studencka i to potrzeby studentów powinny być na pierwszym miejscu w tej kwestii - pod kątem lokalizacji, doboru artystów czy programu
- podkreśla.
Radny liczy, że Łódzkie Centrum Wydarzeń na partnerskich zasadach usiądzie do stołu z samorządami studenckimi i przeanalizują tegoroczną edycję.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.