W sobotę około godz. 6 rano mieszkańców Zgierskiej 74 obudził potężny huk. W pustej części budynku, która jest rozbierana, zawalił się fragment konstrukcji. W powietrzu uniosły się kłęby pyłu, a cegły posypały się w stronę chodnika i jezdni. Jak mówi Barbara Lewandowska, lokatorka ostatniego piętra, to cud, że gruz poleciał właśnie w tę stronę. Gdyby runął w przeciwnym kierunku, cegły mogłyby wpaść przez okno prosto do jej mieszkania.
O sprawie pisaliśmy już w weekend. W poniedziałek robotnicy nie kontynuowali prac. Pojawili się jedynie po to, by uprzątnąć to, co runęło. Mieszkańcy usłyszeli, że rozbiórka ma być wstrzymana na trzy dni.
Dla mieszkańców to jednak marne pocieszenie.
Pojechała do urzędu z pilnym pismem
W poniedziałek Barbara Lewandowska pojechała do Zarządu Lokali Miejskich. Złożyła pismo podpisane przez mieszkańców, zatytułowane: „Pilne zgłoszenie zagrożenia budowlanego oraz wniosek o zapewnienie bezpiecznego lokalu zastępczego”.
W dokumencie lokatorzy domagają się przede wszystkim pilnego sprawdzenia stanu konstrukcji i jednoznacznej informacji, czy nadal mogą bezpiecznie mieszkać w swoich lokalach.
„Zdarzenie to budzi poważne obawy dotyczące stabilności konstrukcji oraz możliwości dalszego naruszenia elementów budynku sąsiadującego z naszymi lokalami” - napisali.
Podkreślają jednocześnie, że choć w mieszkaniach nie zauważyli na razie widocznych uszkodzeń, nie oznacza to jeszcze, że sytuacja jest bezpieczna.
Domagają się również informacji o zastosowanych zabezpieczeniach oraz o tym, jaki wpływ na zamieszkane oficyny mają prowadzone obok prace rozbiórkowe. Jeśli okaże się, że dalsze przebywanie w lokalach nie jest bezpieczne, chcą zapewnienia odpowiednich lokali zastępczych.
„Powiedzieli mi, żebym się nie denerwowała”
Barbara Lewandowska liczyła, że podczas poniedziałkowej wizyty usłyszy wreszcie konkretną odpowiedź. Jak twierdzi, nic takiego się nie stało.
- Oczywiście w urzędzie miasta mnie zbyli. Usłyszałam, że nic mi nie mogą powiedzieć, ale mam się nie denerwować i spać spokojnie
- opowiada.
Tyle że właśnie ze spokojnym snem mieszkańcy mają dziś największy problem.
- Tylko jak my mamy spać spokojnie, jak nikt nam nie chce dać gwarancji, że nic nam się nie stanie? Prosiłam panią z administracji, żeby mi to dała na piśmie. Odparła, że nie może tego zrobić
- dodaje kolejna lokatorka kamienicy.
I trudno się dziwić ich obawom. Jeszcze kilka tygodni temu mieszkańcy alarmowali, że rozbierany front jest praktycznie zrośnięty z oficynami, w których nadal żyją rodziny. Pytali wtedy, czy stare mury rzeczywiście można bezpiecznie „odkleić” od części zamieszkanej.
W sobotę obudził ich huk zawalającej się konstrukcji.
Wcześniej miasto zapewniało o zabezpieczeniach
Przed rozpoczęciem właściwych prac Urząd Miasta Łodzi zapewniał nas, że rozbiórka jest prowadzona na podstawie dokumentacji technicznej, a teren został odpowiednio zabezpieczony.
Ze względu na zwartą zabudowę poddasze i czwarta kondygnacja miały być rozbierane ręcznie. Miasto informowało również o wyznaczeniu bezpiecznej strefy, do której nie mieli mieć dostępu mieszkańcy ani osoby postronne.
Urzędnicy podkreślali przy tym, że rozbiórka obejmuje wyłącznie wykwaterowany budynek frontowy. Dwie oficyny pozostają zamieszkane. One również mają w przyszłości zostać wykwaterowane i rozebrane, ale - jak informował magistrat - nie jest to planowane ani w tym, ani w przyszłym roku.
Po sobotnim zdarzeniu mieszkańcy chcą już jednak czegoś więcej niż ustnych zapewnień. W swoim piśmie napisali wprost:
„Nie chcemy czekać na wystąpienie uszkodzeń naszych mieszkań ani sytuację, w której zagrożone będzie życie lub zdrowie mieszkańców”.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.