reklama
reklama

Rodzice się wściekają, że nie ma miejsc, a winni mogą być pacjenci [KOMENTARZ]

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: | Zdjęcie: Canva

Rodzice się wściekają, że nie ma miejsc, a winni mogą być pacjenci [KOMENTARZ] - Zdjęcie główne

Co powoduje kolejki do lekarzy? Problem jest złożony. | foto Canva

reklama
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości ŁódźDziecko gorączkuje, a ja wiszę na słuchawce. Dodzwonienie się do przychodni nierzadko graniczy z cudem. Gdy pani w rejestracji odbiera, okazuje się, że akurat dzisiaj miejsc do pediatry już nie ma, ale będzie pojutrze. Znacie to?
reklama

Za każdym razem czuję bezsilność i złość na system. Przekonałam się o tym już kilka razy w tym sezonie. Moje dziecko niestety łapie infekcje, przez co jesteśmy częstymi gośćmi u pediatry.

Kilka dni oczekiwania na wizytę u pediatry

Niestety, już kilka razy czułam się przymuszona do wybrania wizyty w gabinecie prywatnym. Taka jest brutalna rzeczywistość. Gdy nie ma miejsca, nie będę czekać kilku dni, zwłaszcza przy wysokiej gorączce i innych niepokojących objawach. 

Rozumiem, że mamy szczyt zachorowań na grypę i stąd kolejki. Ale nie tylko chodzi o pediatrów. Terminy do niektórych specjalistów też podnoszą ciśnienie.

Pół roku do endokrynologa, trzy miesiące do kardiologa, nie lepiej jest z ortopedą. Wiem, ktoś powie, że to i tak nieźle, bo na niektóre świadczenia trzeba czekać rok, a zdarza się, że dłużej. 

reklama

Do tej pory złościłam się na przychodnie, na system  opieki zdrowotnej. Ale przyznam, że najnowsze dane Narodowego Funduszu Zdrowia mnie poraziły i doszłam do wniosku, że sami sobie - jako pacjenci - robimy  pod górkę.

Statystyki NFZ zatrważają

90 tysięcy pacjentów nie przyszło na umówione wizyty, w tym na badania i operacje w 2024 roku. Te liczby dotyczą całego województwa łódzkiego i 33 zakresów medycyny.

Na pierwszą wizytę do ortopedy nie przyszło i nie odwołało konsultacji 36 tys. pacjentów.

Jak informuje Anna Leder, rzeczniczka łódzkiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia, NFZ codziennie wysyła do Polaków SMS-y z przypomnieniem o wizycie, badaniu lub operacji. W 2024 r. wysłał do pacjentów 14 milionów SMS-ów.  

reklama

Ktoś zaraz powie, że terminy wizyt są tak odległe, że można zapomnieć. Jak można zapomnieć o operacji? Nikt nie wmówi mi, że odwołanie wizyty, uprzedzenie o nieobecności tak wiele kosztuje. Zresztą zdarzyło mi się też we wspomnianej kolejce do pediatry usłyszeć, że ktoś nie odwołał wizyty. Zdarzyło się też, że lekarz sporo się spóźni. Ale dzisiaj nie o tym.

Na operację zaćmy nie przyszło w 2024 r. 604 chorych. Na operację biodra z kolei 166 osób. Czy to jakaś zbiorowa amnezja? Obstawiam, że brak odpowiedzialności.

Jak dodaje Anna Leder, nieodwołana wizyta to stracona szansa na szybszą pomoc dla innego chorego. 

reklama

– Nieodwołane operacje dezorganizują pracę oddziału, medyków zaangażowanych do zabiegu. Szpital traci pieniądze, bo zabieg się nie odbył. Traci także system publicznej ochrony zdrowia – kolejka się wydłuża. Pacjent, który nie przyszedł na wizytę szkodzi także sobie – wydłuża czas na postawienie diagnozy, na powrót do zdrowia

– podkreśla Anna Leder i naprawdę trudno się z tym nie zgodzić.

Oczywiście to nie jest tak, że za kolejki do specjalistów odpowiadają tylko pacjenci. Ale w tym przypadku chorzy powinni być czyści jak łza i nie pogarszać działania systemu opieki zdrowotnej.

reklama

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo