Reklama

Reklama

Ten pies nie szczeka. Artur Rojek – Kundel [RECENZJA]

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

Ten pies nie szczeka. Artur Rojek – Kundel [RECENZJA] - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Łódź Artur Rojek, były lider Myslovitz, a w ostatnich latach – pomysłodawca i dyrektor artystyczny OFF Festival, wraca z nową płytą. Po 6 latach milczenia przedstawia nam “Kundla” - zwierzaka grzecznego i z dobrymi manierami, który nie chce uczyć się nowych sztuczek.

“Kundel” Artura Rojka nie zdarł pazurów na miejskim bruku, nie warczy i nie szczeka. Zupełnie nie jak prawdziwy kundel. Nie można mu jednak odmówić, jak przystało na psa-filozofa, lekkiej melancholii i próby spojrzenia w głąb świata. Co prawda na płycie nie znajdziemy tekstów na miarę produkcji spod znaku Myslovitz, ale parę momentów z pewnością wzbudzi w nas odpowiedni nastrój. Niestety, po odsłuchaniu całej płyty, ów nastój będziemy mieli raczej średni.

Praca nad albumem trwała kilkanaście miesięcy, a do współpracy zostali zaproszeni Bartosz Dziedzic (“Małomiasteczkowy” Dawida Podsiadły, “Granda” Moniki Brodki) i Radek Łukasiewicz. Ten ostatni wsparł wokalistę podczas tworzenia tekstów. Na płycie nie znajdziemy jednakże wielkich hitów. Nie żeby autorom szczególnie o to chodziło (Artur Rojek nie jest wszakże typem gwiazdora, który z zapamiętaniem poluje na pierwsze miejsca na listach przebojów), jednak całemu albumowi brakuje jednej solidnej muzycznej “lokomotywy”, która pociągnęłaby cały skład. Owszem, znajdziemy tutaj kawałki bardziej rytmiczne (jak tytułowy “Kundel”) czy z głębszym tekstem (“Bez końca”), ale na ten jeden utwór, który pozwoli nam pozwolić sobie zapamiętać całe to muzyczne przedsięwzięcie, to jednak za mało.

Na “Kundlu” nie jest ani szczególnie głośno, ani szczególnie nastrojowo. Zdziwią się szczególnie ci, którzy, do tej pory znając Artura Rojka głównie z Myslovitz, będą chcieli otrzymać pewnego rodzaju przesłanie, głębszą myśli, która poruszy kamyk rutyny i spowoduje przyjemną lawinę myśli. Niestety, teksty w stylu “wszystkich nas czeka to samo – ch**owy hip-hop" do takich “poruszaczy” nie należą.

W warstwie muzycznej znajdziemy raczej spokojną, stonowaną linię, od czasu do czasu przerywaną mocniejszym (co wcale nie oznacza, że bardzo mocnym) uderzeniem. Na uwagę zasługuje “Fur meine liebe Gertrude”, która przyjemnie uspokoi nas delikatną melodią. Z drugiej strony “Kundel” da nam więcej powodów, aby z tego uśpienia wyskoczyć. Swoją drogą ten utwór to jedyna propozycja na płycie, która pozwoli nam choć po części wyobrazić sobie szalony rajd przed siebie na czterech łapach. 

Niesprawiedliwością byłoby jednak twierdzić, że cały album jest słaby. To solidna porcja muzyki. Tak jak porządna belka podtrzymuje konstrukcję dachu, tak “Kundel” podtrzymuje pozycję Artura Rojka jako jednego z najważniejszych polskich muzyków. Problem z płytą jest taki, że podobnie jak wspomniana belka, która niczym się nie wyróżnia, a ma być po prostu solidna, tak i materiał zgormadzony na niej nie zaskakuje tak mocno, jak poprzednie produkcje artysty. Ciężko zaangażować się emocjonalnie w opowieść, którą “Kundel” chce nam przekazać. Ciężko wzbudzić w sobie chęć do powrotu do tej płyty, kiedy już raz się ją przesłuchało. W końcu, mówiąc szczerze, kto z nas zwraca uwagę na bezpańskie kundle biegające po miejskich i wiejskich dróżkach?

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy