Wyrzucane z bloku, znajdowane w krzakach, workach, a tym razem także w pobliżu studzienki kanalizacyjnej. Mieszkańcy jednego z bloków przy ul. Rojnej w Łodzi po raz kolejny znaleźli nowo narodzone kocięta. W ostatnim przypadku było ich pięć. Jedno nie przeżyło. Sprawą zajęła się policja.
To miała być kolejna spokojna noc. Zamiast tego mieszkańcy bloku na Teofilowie ponownie musieli ratować bezbronne, dopiero co urodzone kocięta. Zdarzenie miało miejsce w miniony weekend.
Ktoś wyrzuca kocięta z bloku?
O sytuacji poinformował pan Konrad, mieszkaniec budynku. Jak relacjonuje, to już trzecie zdarzenie tego typu w tym miejscu.
Podczas pierwszego zdarzenia, które miało miejsce w ubiegłym roku, dzieci bawiące się pod blokiem zauważyły karton z maleńkimi kociętami. Zwierzęta zostały wówczas zabezpieczone przez Animal Patrol.
Kolejny przypadek wydarzył się w czerwcu tego roku. W nocy mieszkańcy usłyszeli odgłos czegoś spadającego w krzaki znajdujące się pod ich oknem.
Gdy otworzyłem okno, żeby zobaczyć, co się stało, zobaczyłem, że coś się rusza w worku. Okazało się, że w woreczku śniadaniowym były zawiązane trzy maluchy
- opowiada pan Konrad.
Mężczyzna natychmiast pobiegł po kocięta i zabrał je do mieszkania. Wkrótce mieszkańcy usłyszeli miauczenie. Okazało się, że w pobliżu znajdują się kolejne zwierzęta. Następnego ranka partnerka pana Konrada ponownie sprawdziła teren wokół bloku. Znalazła jeszcze jedno maleństwo, które było w bardzo złym stanie.
Sprawa została zgłoszona policji. Niestety, żadne z uratowanych wówczas kociąt nie przeżyło.
Trzecia sytuacja. Tym razem znaleziono pięć kociąt
Do kolejnego zdarzenia doszło w nocy z piątku na sobotę. Jedna z osób mieszkających na osiedlu Teofilów zadzwoniła do partnerki pana Konrada, informując, że ponownie znaleziono kotka, który miał zostać wyrzucony z okna. Kiedy kobieta zeszła pod blok, spotkała dwóch sąsiadów trzymających na rękach maleńkie zwierzę. Mieszkańcy próbowali ustalić, z którego mieszkania mogło zostać wyrzucone.
Jednocześnie rozpoczęli poszukiwania pomocy. Kontaktowali się z fundacjami, lecznicami weterynaryjnymi i służbami.
Przez dłuższą chwilę próbowaliśmy dodzwonić się do różnych fundacji oraz klinik weterynaryjnych, do których można byłoby zawieźć kotka czy kotki. Niestety, wszyscy nam odmawiali
- relacjonuje pan Konrad.
Jak dodaje, od Straży Miejskiej mieszkańcy mieli usłyszeć, że Animal Patrol nie może zabrać kotów do schroniska, ponieważ panuje tam choroba zakaźna.
Ostatecznie udało się znaleźć osobę, która przyjęła pierwsze kocię na noc i pomogła znaleźć fundację mogącą zaopiekować się zwierzętami. Wkrótce okazało się, że kociąt jest więcej. Łącznie znaleziono pięć maleńkich kotów. Jedno z nich, według relacji mieszkańców, było zakrwawione i nie przeżyło. Kolejne znajdowało się w bardzo złym stanie.
W związku ze zdarzeniem mieszkaniec zadzwonił pod numer alarmowy.
Policja przyjechała już po około 5–10 minutach, kiedy wracałem z piątym kotkiem do mieszkania. Przyjęli zgłoszenie i zaczęli prowadzić czynności
- mówi.
Na razie nie wiadomo, czy funkcjonariuszom udało się ustalić osobę odpowiedzialną za wyrzucanie zwierząt. Czekamy na informacji z policji.
Uratowane kotki zostały przekazane Fundacji Kocia Mama, gdzie otrzymały opiekę. Mieszkańcy mają jednak nadzieję, że tym razem uda się ustalić, kto odpowiada za powtarzające się zdarzenia. Bo choć za każdym razem udaje się znaleźć pomoc dla części zwierząt, problem pozostaje nierozwiązany.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.