Internet znów „zapłonął”. Rodzice nie gryzą się w język
10 czerwca rodzice otrzymali wyniki pierwszego etapu rekrutacji. Wtedy w internecie zawrzało. W grupach rodzicielskich i komentarzach pod postami pojawiły się setki wpisów. Wiele z nich powtarzało ten sam schemat - brak miejsca dla jednego dziecka, brak dla drugiego albo przyjęcie tylko na część wakacji.
„Żenada, dno i wodorosty” - pisała jedna z osób.
„To jakaś kpina z pracujących rodziców” - dodawała kolejna.
Miasto uspokajało, że to jeszcze nie koniec i każdy będzie miał jeszcze szansę zapisać swoje dziecko. Tymczasem...
Drugi etap i kolejne rozczarowania
19 czerwca w systemie pojawiła się lista przedszkoli z wolnymi miejscami. Rodzice mogli ponownie zapisywać dzieci. W drugim etapie mogły jednak brać udział wyłącznie dzieci wcześniej zarejestrowane w systemie. Kto tego nie zrobił - może zapomnieć o wkacyjnej opiece.
- Zasady były jasne. Rodzice wiedzieli, że późniejszych zapisów nie będzie
- stwierdza Monika Pawlak z UMŁ.
Po 24 czerwca emocje znów jednak wróciły.
- Moim zdaniem coś mocno jest nie tak z tym systemem. Moje dzieci, najpierw jedno, teraz drugie, są pod opieką przedszkolną od 2018 roku i nigdy mi się nie zdarzyło, żeby nie udało mi się zapisać dziecka na dyżur wakacyjny. To pierwsza taka sytuacja - pisze jedna z mam na facebookowej grupie.
- My też dostaliśmy się tylko do naszego przedszkola i na jeden tydzień do innego. Jakim cudem jest mniej dzieci w przedszkolach i jednocześnie mniej miejsc na opiekę wakacyjną? - dodaje inny rodzic.
- A co powiecie na to? Jedno dziecko się dostało, a drugie nie (bliźniaki) - dorzuca kolejna mama.
- Moja córka nie dostała się nigdzie po dwóch etapach rekrutacji tylko do swojego przedszkola, nigdzie indziej się nie dostała... Retkinia... obdzwoniłam dodatkowo przedszkola na Retkini - brak miejsc... czy to normalne że pracujący rodzice nie mają możliwości skorzystania z opieki przedszkola? To jest żenada żeby zgłaszać się do 9 przedszkoli i żadne nie ma miejsca nawet na jeden tydzień! - denerwuje się Łodzianka.
- U nas tak samo. Dzieci nie dostały się do żadnego przedszkola! Ten system to porazka! - kwituje tata przedszkolaka.
- Córka dostała się na jeden (!) tydzień! 5 dni! Tylko się zaadoptuje i już koniec... To nie przedszkole tylko przechowalnia na 5 dni... Kto to wymyślił? - dodaje inna mama.
„Miasto problemu nie widzi”. Petycja i interwencje
Rodzice zaczęli szukać pomocy u radnych i polityków. Sprawą zajęła się m.in. Paula Poreda, prezes łódzkiego oddziału Nowej Nadziei. Interpelacje składali również radni Kosma Nykiel oraz Sebastian Bulak.
W międzyczasie powstała petycja, w której Paula Poreda domaga się większej przejrzystości rekrutacji, ujawnienia zasad działania systemu, dostosowania liczby miejsc do rzeczywistych potrzeb oraz wcześniejszego ogłaszania wyników.
- Już samo ograniczenie dyżurów do trzech 3-tygodniowych turnusów spotkało się z ogromną krytyką rodziców, jednak prawdziwe apogeum pojawiło się po ogłoszeniu wyników. Pod postami pojawiły się setki komentarzy osób, których dzieci zostały zakwalifikowane tylko na jeden z trzech turnusów lub na żaden, mimo zgłoszenia potrzeby opieki przez całe wakacje. Zdarzały się też sytuacje, że przyjęto tylko jedno z rodzeństwa. W praktyce oznacza to, że wiele rodzin stanęło przed wyzwaniem znalezienia opieki dla małych dzieci aż na 6 tygodni wakacji
- mówi Paula Poreda.
- To dlatego postanowiłam złożyć petycję. Miasto problemu nie widzi, ale chyba jednak jest, i to spory, skoro w krótkim czasie podpisało ją już ponad 500 osób.
Petycja trafiła na biurko prezydent Hanny Zdanowskiej, a podpisów wciąż przybywa.
„Jak grochem o ścianę”. Odpowiedzi urzędników
Interpelacje radnych póki co nie przyniosły efektów.
Paula Poreda otrzymała odpowiedź, że jej pytania wymagają analizy i wrócą do niej... dopiero po 15 sierpnia. Czyli tuż przed konczem wakacji.
Sebastian Bulak z kolei uzyskał odpowiedź od wiceprezydent Małgorzaty Moskwy-Wodnickiej, która pisze m.in., że:
„Zmiana systemu dyżurów wakacyjnych wynikała z potrzeby zwiększenia dostępności miejsc dla dzieci rodziców pracujących w okresie wakacyjnym. Organizacja dyżurów wakacyjnych w cyklu trzytygodniowym dla poszczególnych placówek ma na celu przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa dzieci oraz utrzymanie odpowiedniej jakości opieki. Rozwiązanie to pozwala na zagwarantowanie właściwej obsady kadrowej w przedszkolach pełniących dyżur, co ma kluczowe znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania placówek”.
Magistrat podkreśla, że rodzice mogli zapisać dziecko na jeden, dwa lub nawet wszystkie trzy turnusy, także do różnych przedszkoli, dzięki czemu możliwe jest zapewnienie opieki przez całe wakacje.
Jednocześnie odpowiedź wiceprezydent nie zawiera danych pokazujących, ilu rodziców faktycznie otrzymało miejsca na wszystkie wybrane turnusy. Pisze, że rzeczywista liczba dzieci objętych wakacyjną opieką będzie znana dopiero po zakończeniu procesu rekrutacji. To właśnie ten rozdźwięk między założeniami systemu a doświadczeniami części rodziców stał się osią sporu wokół tegorocznych dyżurów przedszkoli.
- Co ma zrobić samotna matka, której dziecko dostało się na dyżur tylko na jeden turnus? Przez półtora miesiąca wakacji zostaje bez żadnego wsparcia. Nikt nie dostanie sześciu tygodni urlopu. Czy ma porzucić pracę i ryzykować, że zabraknie jej pieniędzy na utrzymanie, czy zostawić kilkuletnie dziecko samo? To pokazuje, jak bardzo ta decyzja jest oderwana od rzeczywistości. To absolutny skandal i dowód braku empatii wobec łódzkich rodzin
- uważa radny Sebastian Bulak.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.