Reklama

Reklama

TYLKO U NAS! Kiosk - kiedyś to było coś. A teraz? „Utopiłam pieniądze” [wywiad]

Opublikowano: pt, 1 paź 2021 11:14
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Łódź po godzinach Pani Renata prowadziła kiosk przy al. Piłsudskiego w okolicy Parku Źródliska od dwóch lat. Codziennie można było tu kupić przekąski, zabawki, gazety, napoje, papierosy czy bilety. Niestety z dniem 1 października kiosk zakończył swoją działalność. Dlaczego tak się stało? Jak wyglądała codzienna praca w takim punkcie? Czy jest szansa, że ten kiosk jeszcze się otworzy? Zapytaliśmy u źródła.

Reklama

Bartosz Jankowski (TuŁódź.pl): Na początek proszę opowiedzieć jak zaczęła się pani przygoda z prowadzeniem kiosku w centrum Łodzi.

Pani Renata (właścicielka kiosku): Nie tak dawno, bo dwa lata temu, przejęłam to miejsce razem z córką. Znalazłyśmy ogłoszenie, że miejsce jest na sprzedaż i postanowiłyśmy zainwestować w taki biznes. Po roku córka musiała iść do pracy, bo nie było szans, byśmy utrzymały się z tego we dwie. I tak zostałam sama. Poprowadziłam ten kiosk niecały rok i postanowiłam, że niestety muszę go zlikwidować.

Niewiele osób decyduje się teraz na otwarcie kiosku. Faktycznie wyczuwała pani w tym miejscu potencjał na udany biznes?

Tak, ale muszę przyznać, że osoba, która sprzedawała ten kiosk, nieco wprowadziła nas w błąd. Zapewniała nas, że utrzymamy się we dwie bez większych problemów, a my jej zaufałyśmy. Poza tym, mi brakuje 5 lat do emerytury i miałam nadzieję, że sobie je tu spokojnie przeczekam.

Od początku był problem z zarobieniem na tej działalności?

Przed pandemią to jeszcze jakoś to było. Ale niestety teraz jest tragicznie. Ludzie nie mają pieniędzy, nie wychodzą tak często z domów. Oczywiście, muszą zrobić opłaty, kupić jedzenie, ale już bez zabawek i innych „pierdółek”, które kupuje się w kiosku, można jakoś przeżyć. Nawet gazet nie trzeba kupować, bo informacje są dostępne gdzieś indziej. 

CZYTAJ TAKŻE >>> Koronawirus Łódź. Grozi nam czwarta fala koronawirusa. Czeka nas kolejny lockdown?

A co przed pandemią najlepiej się sprzedawało? Gazety, papierosy?

I tu pana zaskoczę, bo sprzedawałam bardzo dużo zabawek. Oczywiście gazety też schodziły. Ale teraz to, na czym najwięcej mogłabym zarobić, po prostu się nie sprzedaje. Obecnie najwięcej osób kupuje bilety i papierosy. Z tym, że ja mam raptem po 5% z tego. Prowadzenie kiosku to takie mielenie pieniędzy. Tu 50 groszy, tam złotówka, tu 5 złotych, kolejna złotówka. 

Ludzie chętnie grają w Lotto i inne gry losowe?

O, takie Lotto. Z tego też mam tylko 5%. Jest zainteresowanie, ale mogłoby być większe. Tu mieszka sporo ludzi starszych, często bezrobotnych, na zasiłkach. Oni nie wydają pieniędzy na takie rzeczy, bo im szkoda każdej złotówki.

Czy gdyby nie pandemia, to kiosk udałoby się uratować?

Myślę, że gdybym była sama i obroty byłyby takie, jak przed pandemią, to tak. 

Ale przecież taka praca dla jednej osoby jest bardzo męcząca. Etat wyrabia pani lekką ręką.

Od poniedziałku do piątku byłam w kiosku od około 8 do 17, a w soboty od 9 do 13. Generalnie ponad 200 godzin w miesiącu. To dużo. A w momencie, gdy ja zaczynam jeszcze dokładać do biznesu, mija się to z celem. Wolę w takim przypadku gdzieś iść do pracy i dostawać regularnie pensję, nawet najniższą krajową. Ale mam wynagrodzenie i nie tracę oszczędności.

Ile kosztuje utrzymanie takiego kiosku?

Samo utrzymanie nie jest drogie. Kiosk jest mój. Płaci się tylko do miasta za dzierżawę gruntu i światło. Ale najbardziej bolesny jest ZUS. Przecież nikogo nie interesuje, że ja mam mały kiosk, więc płacę tyle, co inny przedsiębiorca, prowadzący ogromy interes. Niech pan policzy. Jak ja mam zysku 3 tysiące i 1,5 tysiąca mam na ZUS zapłacić, to mi w kieszeni zostaje naprawdę niewiele.

Takie kioski często padają ofiarą drobnych złodziejaszków. Miała pani taką nieprzyjemną sytuację?

Nie, nigdy. Myślę, że to kwestia podejścia do klienta. Ja przez dwa lata nie miałam żadnej takiej sytuacji. Ale słyszałam, że kiedyś, poprzedniej właścicielce, ktoś np. przewrócił lodówkę z napojami. No i coś w tym jest, że takie punkty to miejsca podwyższonego ryzyka, bo jest ogromny problem, by takie miejsce ubezpieczyć. To jest kiosk wolnostojący i ja chciałam go ubezpieczyć, ale żadna firma się na to nie zgodziła. A wiadomo, jak to jest z takimi miejscami, jedno włamanie i z dnia na dzień można zamykać biznes.

Udało się pani przeprowadzić wyprzedaż asortymentu?

Od 1,5 miesiąca już nic nowego się u mnie nie pojawiło. Starałam się wyprzedawać różne rzeczy. Miałam dużo chemii, dużo papierosów i biletów, ale zostało niewiele. Obniżyłam ceny różnych rzeczy, bo zależało mi na tym, by to zeszło. Bo co ja później bym z tym zrobiła? Najgorszy problem mam ze zdrapkami, bo trochę mi ich zostało i musiałam za nie zapłacić.

Czyli jeszcze samo zamknięcie interesu też swoje kosztuje.

Dokładnie tak. Za to, że mam terminal i muszę zerwać umowę, musiałam zapłacić ponad 700 złotych kary. Zaraz wyjdzie na to, że na zakończenie działalności trzeba będzie brać pożyczkę. 

CZYTAJ TAKŻE >>> Praca Łódź. Rusza rekrutacja do nowego magazynu Kauflandu. Wiemy, ile można zarobić!

Żałuje pani swojej decyzji sprzed dwóch lat?

Na dzień dzisiejszy muszę przyznać, że żałuję. Gdybym wiedziała, że to tak się potoczy, to bym tego nie zrobiła. Utopiłam pieniądze, których już nie odzyskam. A co gorsza, nie wiem co mam z tym kioskiem zrobić. 

Nie ma chętnych?

Chętni może i są, ale tu nie ma wody, więc to trochę ludzi odstrasza.

Pewnie gdyby za darmo pani oddała…

No zastanawiam się czy tak nie zrobię. Dlatego, że cały czas mam opłaty związane z tym, że jestem właścicielką tego miejsca. A podejrzewam, że ewentualny wywóz całego kiosku będzie mnie kosztował kolejne tysiące. 

Czy prowadzenie takiego interesu w dzisiejszych czasach ma jakąkolwiek rację bytu?

Myślę, że tak, bo punkt tutaj nie jest zły. Ale trzeba byłoby zmienić asortyment. Ewentualnie poprowadzić mogłaby to osoba, która jest na emeryturze. Wtedy można sobie fajnie dorobić.

Zmiana asortymentu to klucz do sukcesu?

Sądzę, że sprawdziłby się tutaj warzywniak. I chciałam to zrobić, ale nie mam samochodu i nie mam jak jeździć po towar. Gdybym miała brać taksówkę, to byłabym jeszcze bardziej stratna. Ale myślę, że zmiana asortymentu byłaby szansą dla tego miejsca, bo ludzi przewija się tutaj bardzo dużo. Przykładowo, gdybym miała na papierosach 20% zysku, to miałoby to sens. Ale przy 5% muszę sprzedać mnóstwo paczek, bym cokolwiek zarobiła. Podobnie jest z biletami. Na sprzedaży bloczka 100 biletów zarabiam 8 złotych.

Ile musiałaby pani zarabiać miesięcznie, by opłacało się prowadzić taki kiosk?

Na czysto wystarczyłaby mi najniższa krajowa. Ale nawet tego nie miałam. Tak jak mówiłam, praca po 200 - 220 godzin w miesiącu za takie drobne? To naprawdę nie miało sensu. Tym bardziej, że teraz to nie to, co kiedyś. Nie da się zachachmęcić, coś ukryć, coś zatrzymać dla siebie.

Czemu zdecydowała się pani zamknąć kiosk właśnie teraz?

Ostatnio byłam u księgowej i okazało się, że moje średnie zarobki są na poziomie 1650 złotych brutto. Była taka sytuacja, że chciałam kupić telewizor na raty. Nie tam jakiś super, taki za 2 tys złotych. No i miałam z tym problem. Ostatecznie udało mi się go kupić, ale dało mi to naprawdę do myślenia. Co więcej, okazało się, że od października miałabym wejść w VAT. Przecież to nie miałoby żadnego sensu. To był ostatni moment, by wyjść z tego, powiedzmy, bez długów. Dobrze, że mój mąż ma pracę, bo gdybym była sama, to bym już dawno padła.

Żal zamykać?

No pewnie, że żal. Wiązałam z tym kioskiem spore nadzieje. Miałam na to plan. Ludzie się śmieją, że to był taki kiosk, jak kiedyś. Można było kupić tu przysłowiowe „mydło i powidło”. Co tam zabrakło w domu, to starałam się mieć, by mogli to ludzie kupić u mnie. No ale czasy się zmieniają i to widać gołym okiem.

Stali klienci pewnie też się smucą?

Oj tak. Miałam sporo stałych klientów, którzy przychodzili do mnie regularnie i mówili mi, że szkoda, że kiosk się zamyka. Ale cóż. Po prostu nie stać mnie na to, by dokładać do tego biznesu.

Co dalej? Ma pani pomysł już na życie po zamknięciu kiosku?

Prawdopodobnie pójdę do pracy do Totolotka. Mam doświadczenie, odbyłam kurs, więc pójdę normalnie do pracy. Tu siedzę, więc w sumie tam sobie też posiedzę. Zależy mi na tym, by mieć pensję i nie martwić się o rzeczy, które spędzają sen z powiek przy prowadzeniu własnej działalności. A do tego lubię mieć kontakt z drugim człowiekiem, dobrze się dogaduję z klientami. Więc myślę, że się odnajdę w nowej pracy.

CZYTAJ TAKŻE >>> Pusta Piotrkowska w majówkę. Wizytówka Łodzi cierpiała przez kolejny lockdown [zdjęcia]

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.