"Nie mam pojęcia, co się stało, że ten samochód na mnie zjechał"
- Jechałem skrajnie lewym pasem trzypasmowej jezdni, nagle zobaczyłem samochód wjeżdżający z prawego pasa na lewy, prosto na mnie. Nie mogłem już nic zrobić, wykonać żadnego manewru. Krzyknąłem tylko do moich współpasażerów "co k….". Nie mam pojęcia, co się stało, że ten samochód na mnie zjechał. Nie wiem, czy doszło do jakiejś awarii. Nigdy nie uciekłem i nigdy nie miałem takiego zamiaru. Sąd dziwił się, że kontynuowałem pracę zawodową po takim zdarzeniu. Ja wiedziałem, że nie spowodowałem tego zdarzenia, więc nie czułem się winny śmierci tych osób. Natomiast samo zdarzenie było dla mnie wielką tragedią, nie było mi to obojętne
- mówił mężczyzna.
I dodał:
- W aktach figuruje 14 różnych prędkości BMW. Prędkość od momentu rozpoczęcia nagonki medialnej rosła z miesiąca na miesiąc. Żadna z nich nie jest ani realna, prawidłowa czy odczytana w chwili zdarzenia. Biegli szacując prędkość dopuszczają się szeregu zaniedbań i manipulacji. Przyjmują błędne miejsce zderzenia.
"Przyjął taką linię obrony już dawno, więc nie ma tu niespodzianki"
Postawą Sebastiana M. nie są zaskoczeni najbliżsi ofiar tragedii z 2023 roku. W samochodzie, który zderzył się z rozpędzonym BMW oskarżonego, zginęła trzyosobowa rodzina: rodzice Martyna i Patryk oraz ich 5-letni syn Oliwier.
- Oskarżony przyjął taką linię obrony już dawno, więc nie ma tu żadnej niespodzianki
- mówi mecenas Łukasz Kowalski, który reprezentuje rodziny zmarłych.
Na ostatniej rozprawie obrona wniosła o uchylenie aresztu, w którym przebywa Sebastian M., jednak sąd wniosek odrzucił - przede wszystkim ze względu na możliwość mataczenia w sprawie oraz wyjazdu mężczyzny z kraju. Uwzględniono za to drugi z wniosków, dotyczący uzupełnienia opinii biegłego z zakresu ruchu drogowego.
- Dla nas to jest duży sukces, że ten wniosek został uwzględniony. Zostaną sporządzone w sprawie opinie uzupełniające. Jesteśmy przekonani, że w ten sposób potwierdzi się, że pan Sebastian M. po prostu nie spowodował wypadku, o który jest oskarżony w niniejszej sprawie
- mówiła po rozprawie Katarzyna Hebda, obrończyni Sebastiana M.
Z kolei Łukasz Kowalski uważa, że uzupełnienie opinii w żaden sposób nie wywróci procesu.
- Sąd podjął taką decyzję dla jasności sytuacji. W uzupełnieniu opinii mają znaleźć się także odpowiedzi na pytania zadane przez sąd.
Ze strony poszkodowanych nie będzie nowych wniosków dowodowych
Czy rodziny zmarłych w wypadku spodziewają się skruchy ze strony Sebastiana M.?
- Nie. Skoro oskarżony uważa, że jest niewinny, to za co ma przepraszać? Choć taka postawa nieco kłóci się z mediacjami, które sam zaproponował przed rozpoczęciem procesu i które nagle zostały przerwane.
Sąd wyznaczył dwa kolejne terminy rozpraw. Najbliższa odbędzie się w maju br.
- Ze strony prokuratury ani poszkodowanych nie będzie już żadnych wniosków dowodowych. Przesłuchani zostali wszyscy świadkowie. Jeśli nic nowego nie wpłynie od obrony, możliwe, że proces będzie dobiegał końca
- przypuszcza mec. Kowalski.
Sebastianowi M. grozi do 8 lat więzienia
Do wypadku doszło we wrześniu 2023 roku na autostradzie A1 w Łódzkiem. Według ustaleń prokuratury Sebastian M., kierujący sportowym BMW, miał pędzić z prędkością przekraczającą 250 km/godz., a według niektórych analiz ponad 300 km/godz.
Śledczy twierdzą, że mężczyzna uderzył w samochód marki Kia, którym podróżowała trzyosobowa rodzina z Myszkowa: rodzice Martyna i Patryk oraz ich 5-letni syn Oliwier. Po uderzeniu auto wpadło w bariery i stanęło w płomieniach. Wszyscy zginęli.
Sebastianowi M. Prokuratura Okręgowa w Katowicach zarzuca spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Grozi za to do 8 lat więzienia. Proces toczy się od października 2025 roku w Sądzie Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.