ŁKS dominował. Deja wprawił Stadion Króla w konsternację
Od samego początku było widać kto ma jeszcze cel do osiągnięcia w tym sezonie, a kto gra już tylko o honor. ŁKS od samego początku przejął kontrolę nad tym spotkaniem, długo utrzymywał się przy piłce, ale nie mógł złamać dobrze zorganizowanej w defensywie drużyny z Łęcznej.
Ełkaesiacy mieli swoje szanse w pierwszej połowie. Stanęli przed nimi Jasper Löffelsend, Fabian Piasecki i Sebastian Rudol. Najbliżej był środkowy obrońca, który po świetnie wykonanym rzucie rożnym miał mnóstwo miejsca, ale z kilku metrów uderzał głową jedynie w poprzeczkę. Z czasem robiło się nerwowo, bo Górnik nie ograniczał się jedynie do obrony. Kilkukrotnie wyszedł z groźnymi atakami.
W 42. minucie Mateusz Wysokiński faulował w okolicy pola karnego. Było jasne, że do piłki podejdzie Adam Deja, który świetnie potrafi uderzyć ze stojącej piłki. Czarny scenariusz dla Ełkasiaków w tym przypadku się sprawdził. Deja przepięknie przymierzył i nie dał zadnych szans Łukaszowi Bombie. Trener Szoka miał o czym rozmawiać w przerwie ze swoimi podopiecznymi. Przede wszystkim pewnie starał się ich uspokoić. ŁKS potrzbeował w drugiej połowie dwóch goli, żeby nie oglądać się na innych.
Do przerwy jednak Łodzianie nadal byli w strefie barażowej, bo Puszcza Niepołomice remisowała z Miedzią Legnica, a Polonia Warszawa przegrywała w Opolu. To były dwa warunki konieczne do spełnienia, żeby ŁKS zatrzymał 6. miejsce przy swojej porażce. Oprócz wyniku kolejną niepokojącą rzeczą była kontuzja Artura Craciuna, który musiał zejść z boiska już w 23. minucie. W jego miejsce pojawił się Łukasz Wiech.
Na drugą połowę ŁKS wyszedł z jasnym zadaniem. Od razu po dobrze rozegranej akcji strzał oddał Piasecki. Napastnik był w trudnej pozycji i próbował zrobić to efektonie, bo strzałem piętą, ale zbyt słabo, by pokonać Budziłka. Tuż przed upływem godziny gry udało się to jednak Kōkiemu Hinokio. Japończyk pokazał, jak ważnym ogniwem zespołu się stał. Przymierzył z dystansu nie do obrony i dał ŁKS-owi remis.
Kilkanaście minut później podopieczni Grzegorz Szoki już prowadzili. Krzysztof Fałowski poszedł do końca i uprzedził interweniującego bramkarza gości, a później Mateusz Lewandowksi zrobił to, po co wpuścił go trener, czyli pokazał swój instynkt strzelecki i wpakował piłkę do siatki. Dla Lewandowskiego był to pierwszy gol od 25 września i wygranego 5:3 meczu Pucharu Polski z Chorbrym Głogów. Odblokował się w najważniejszym momencie.
W doliczonym czsie gry kropkę nad "i" postawił nie kto inny, jak Serhij Krykun. Piłka nożna uwielbia takie historie, bo pięć lat temu to właśnie po golu Krykuna Górnik Łęczna wygrał finał barażów na Stadionie Króla i dał gościom awans.
ŁKS wygrał ostatecznie 3:1 i zajął ostatecznie 5. miejsce, bo swoje spotkanie przegrał Ruch Chorzów.
ŁKS Łódź 3:1 Górnik Łęczna
0:1 - Adam Deja 43'
1:1 - Kōki Hinokio 60'
2:1 - Mateusz Lewandowski 79'
3:1 - Serhij Krykun 90+4'
ŁKS: Bomba - Rudol, Craciun (Wiech 43'), Fałowski - Löffelsend (Krykun 72'), Terlecki, Wysokiński, Wojciechowski (Lewandowski 72'), Hinokio, Norlin - Piasecki (Ernst 88')
Górnik: Budziłek - Biedrzycki (Ogaga 82'), Deja, Guček, Hołownia, Kryeziu, Myszor (Akhmedov 90'), Nowogoński, Spačil (Paryzek 70'), Szabciuk, Wolsztyński (Tkacz 70')
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.