Reklama

Reklama

Wygrał, chociaż przegrał!

Opublikowano: pt, 30 sie 2019 00:45
Autor:

Wygrał, chociaż przegrał! - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Dla polskich kibiców ważne były wczoraj trzy spotkania, chociaż kilka innych także zapowiadało się interesująco.

Zmienne nastroje

To był słoneczny dzień na nowojorskich kortach. Udało się przeprowadzić zaległe mecze i nawet kilka meczów deblowych. Dla polskich kibiców ważne były trzy spotkania, które niestety, choć wcześnie, nakładały się na siebie, więc trzeba było mieć podzielną uwagę.

Rozpoczęła bardzo dobrze Iga Świątek, która z 11-ą rakietą świata Anastazją Sevastovą wygrała pierwszego seta 6:3, prezentując przy tym dojrzały i ciekawy tenis. Kiedy wydawało się, że mecz do końca będzie toczył się pod dyktando Polki, Łotyszka wygrała drugą partię 6:1. Źle funkcjonował serwis, a wygranych piłek po nim było ledwie 37%. Mieliśmy obawy o to, jak będzie wyglądał set trzeci, ale mimo, że Iga dała się przełamać, odrobiła stratę i doprowadziła do stanu 3:3. Niestety, po bardzo długim siódmym gemie, w którym Świątek od stanu 15:40 obroniła najpierw dwa, a za chwilę kolejne dwa break pointy, nie udało jej się utrzymać koncentracji. Sevastova wygrała tego i następne dwa gemy odbierając Polce nadzieję na kolejne występy w US Open. Iga pozostała jeszcze jakiś czas na korcie kryjąc twarz w dłoniach. Z pewnością zdawała sobie sprawę, jak wielka szansa się dziś wymknęła.

Faktycznie, obiektywnie trzeba przyznać, że Łotyszka była do ogrania i sądzę, że gdyby tego feralnego siódmego gema Iga rozstrzygnęła na swoją korzyść, to Sevastova, której puszczały nerwy i dostała już za zniszczenie rakiety ostrzeżenie, mogłaby nie wytrzymać presji. Oczywiście, to zawodniczka z olbrzymim doświadczeniem i potrafiła wielokrotnie przechylać szalę trudnych spotkań na swoją korzyść, jak choćby w finale w Jurmali, przeciwko Katarzynie Kawa, ale Iga prezentuje dość dużą „siłę ognia” na korcie i także umie już wygrywać końcówki meczów. Niestety, tym razem w wielkim szlemie jeszcze się nie udało.

W tym samym czasie na innym korcie rozpoczął swój mecz Kamil Majchrzak, który grał z Pablo Cuevasem z Urugwaju. I trzeba napisać, grał całkiem nieźle, wprawdzie przegrał w tiebreaku pierwszego seta, ale w drugim pokonał rywala 6:4, mieliśmy więc nadzieję. Do tego meczu wrócimy za chwilę.

Chronologicznie wyglądało to tak, że już zaczęła grę Magda Linette, mierząc się z turniejową jedynką, Japonką Naomi Osaką. Pierwszą partię przegrała 2:6, ale w drugiej grała lepiej, a przeciwniczka trochę pomagała i Magda objęła prowadzenie 3:0. W kolejnym gemie serwisowym Naomi przegrywała 15:40 i wydawało się, że 4:0 za chwilę stanie się faktem, a drugi set padnie łupem poznanianki. Nic takiego się jednak nie stało. Japonka obroniła break pointy i wygrała gema, co kompletnie wybiło naszą zawodniczkę z uderzenia. Straciła pewność siebie i popełniała coraz więcej błędów, które Osaka wykorzystała bezwzględnie wygrywając kolejne gemy do stanu 5:3. Wtedy Magda na chwilę się przebudziła i wygrała swoje podanie. Niestety, dysponująca świetnym serwisem Japonka wyserwowała sobie zwycięstwo 6:4.

Prawdopodobnie dało też o sobie znać zmęczenie, bo trzeba pamiętać, że wcześniej Magda Linette miała serię dziewięciu kolejnych wygranych spotkań. Szkoda tego meczu, ponieważ Osaka wydaje się być w słabszej formie i nie zakładałbym, że w tym roku obroni tytuł.

Wygrał, chociaż przegrał!

Tak można by napisać, wracając do meczu Kamila Majchrzaka. Opuściliśmy kort przy stanie 1:1 w setach. Podrażniony porażką w drugiej odsłonie Urugwajczyk wziął się ostro do pracy i pokonał Kamila 6:2 w secie trzecim. W czwartym wyszedł na prowadzenie 2:0, ale nasz zawodnik nie poddał się i odrobił przełamanie już w trzecim gemie. Przy stanie 3:2 Pablo poprosił o przerwę medyczną. Miał jakiś problem z mięśniem uda i od tego momentu widać było już, że gra ostrożniej, a bieganie po korcie sprawia mu poważny problem. Kamil wygrał seta do czterech, a w secie piątym Cuevas, chcąc zachować się sportowo, po prostu dograł seta do końca przegrywając 1:6. I cały mecz 2:3.

Ktoś mógłby powiedzieć, że Kamil wygrał dzięki kontuzji przeciwnika, ale prawda jest taka, że do momentu kontuzji grał bardzo dobry, widowiskowy tenis i z pewnością nie byłby na straconej pozycji, nawet przy normalnej formie przeciwnika. Cuevas jest jednak o 10 lat starszy, a pięć setów w trzydziestostopniowym upale do przyjemności nie należy. Tak, czy inaczej, możemy się cieszyć z sukcesu piotrkowianina, który za awans do trzeciej rundy US Open otrzyma ponad 160 tyś dolarów, plus premię za dwa wygrane mecze w kwalifikacjach, a więc łącznie ponad 192 tysiące. Jak na ironię, Kamil wygrał, chociaż przegrał. Dlaczego? Bo przecież pamiętamy, że uległ w trzeciej rundzie kwalifikacji Białorusinowi I.Iwaszce, a do turnieju głównego dostał się jako tzw lucky loser, czyli szczęśliwy przegrany i to z drugiej pozycji, a więc po wycofaniu się z turnieju dwóch zawodników.

 Piotrkowianin jest zatem w kolejnej rundzie wygrywając po raz wtóry pięciosetową batalię, chociaż nigdy wcześniej nie wygrał pięciosetówki, gdy tymczasem jego pogromca z kwalifikacji odpadł już w pierwszej rundzie. Czy to nie jest niesamowite? Teraz czeka na Kamila wypoczęty Grigor Dimitrov, który awansował bez gry gdyż z powodu kontuzji oddał mecz walkowerem B.Coric. Pamiętamy pojedynki z Bułgarem naszego Jerzego Janowicza i wiemy, że jest do ogrania. Tym bardziej, że teraz nie gra swojego najlepszego tenisa i zajmuje obecnie pozycję numer 73, a był już w swojej karierze o 70 miejsc wyżej. Problemem dla Kamila może być kwestia zregenerowania sił po dwóch ciężkich meczach, ale mamy nadzieję, że da radę i zobaczymy w sobotę świetny występ naszego młodego zawodnika.

Sypnęło sensacjami

Najpierw odpadła Petra Kvitova, numer 6 światowego tenisa, która nie dała rady Niemce A.Petkovic (88) przegrywając 4:6, 4:6, potem 13-sta rakieta rankingu A.Sabalenka uległa Kazaszce J.Putincevej 3:6, 6:7, ale prawdziwa sensacja miała miejsce tuż po północy naszego czasu, kiedy po dramatycznym meczu Simona Halep, obecnie nr 3 w rankingu WTA uległa amerykańskiej kwalifikantce Taylor Townsend (116) 6:2, 3:6, 6:7. Spotkanie to obfitowało w wyjątkową liczbę zwrotów akcji. Amerykanka od drugiego seta ruszyła do przodu i grając na twardej nawierzchni dawną metodą raczej z kortów trawiastych czyli serwis – siatka, atakowała Rumunkę skutecznymi wolejami. Ta starała się mijać, albo wrzucać dość solidnie zbudowanej przeciwniczce piłki wprost pod nogi. Oglądaliśmy więc pojedynek, w którym proste błędy przeplatały się z wyśmienitymi zagraniami. Dość napisać, że Amerykanka była przy siatce 105 razy. Takich statystyk nie ma w turnieju żadna inna zawodniczka i obawiam się, że również żaden z graczy w stawce tenisistów. Simona obroniła dwie piłki meczowe przy stanie 4:5, po to, żeby objąć prowadzenie 6:5, przy którym z kolei jednego meczbola wybroniła Townsend. W tiebreaku też doszło do kilku mini break-ów, aby w końcu po dwóch godzinach gry Amerykanka wygrała trzy piłki z rzędu i cały mecz 2:1.

Warto też było obejrzeć pięciosetowy mecz turniejowej czwórki wśród mężczyzn, gdzie Niemiec Alexander Zverev rozstrzygnął na swoją korzyść trudne spotkanie z niedawnym rywalem Huberta Hurkacza z turnieju Winston-Salem, Francisem Tiafoe. Dla porządku trzeba odnotować wygraną Stana Wawrinki, z pogromcą Hubiego z pierwszej rundy US Open, Jeremy’ego Chardy  3:1 w setach (6:4, 6:3, 6:7, 6:3).

Teraz czekamy na występy deblowe naszych zawodników i oczywiście kibicujemy Kamilowi.

 

 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.