Wykonawca przerywa milczenie
- Informacje, które od pewnego czasu pojawiają się w przestrzeni publicznej, niekorzystnie wpływają na wizerunek naszego przedsiębiorstwa jako generalnego wykonawcy tunelu średnicowego w Łodzi. Dlatego postanowiliśmy spotkać się z państwem i opowiedzieć, jak ta inwestycja faktycznie wygląda. dnieść się do planów, przebiegu prac i zarzutów
- tłumaczyli przedstawiciele PBDiM.
Jak podkreślali, to pierwsze tak szerokie wystąpienie spółki w tej sprawie.
- W 2021 roku dostaliśmy zakaz działań informacyjno-promocyjnych dotyczących tej inwestycji. Tymczasem informacje, które dziś się przebijają, przeczą rzeczywistości. Nasza spółka wszystkie inwestycje, których się podejmowała, doprowadzała do końca. To jest nasze motto - zabezpieczenie wszystkich stron procesu
- podkreślano.
Przypomniano też, że PBDiM przejęło kontrakt po upadłości poprzedniego lidera, Energopolu Szczecin, i od początku działało z założeniem dokończenia inwestycji.
Dlaczego tarcza nie ruszyła 16 stycznia?
- Uważnie śledziłem wszystkie informacje pojawiające się w przestrzeni publicznej. Tymczasem podczas komisji sejmowej 5 listopada powiedziano wprost, że tarcza jest gotowa. Żeby jednak mogła wystartować, muszą zostać spełnione dwa warunki. Pierwszy z nich to zarządzanie anomalią gruntową, w której prowadzona jest inwestycja, a co za tym idzie, dobezpieczenie kamienic znajdujących się nad tunelem, przy ul. 1 Maja. Drugim warunkiem jest ukończenie procesu mediacji
- powiedział prezes PBDIM-u z Mińska Mazowieckiego, Mariusz Serżysko.
Jak zaznaczono, pierwszy, mniejszy krok, został już wykonany. Zmieniono bowiem przepisy ustawy o transporcie kolejowym, co umożliwia przekazanie placu budowy i dobezpieczenie budynków. Tego wcześniej nie dało się zrobić, bo mieszkańcy oczekiwali gwarancji po stronie publicznej, że w razie problemów nie zostaną pozostawieni sami sobie.
- Ten element został zabezpieczony. Pozostaje druga część, czyli mediacje. One muszą się zakończyć, żeby tarcza wystartowała
- podkreślił.
60 procent więcej niż w kontrakcie
Głos w sprawie zabrał Jerzy Pazura, odpowiedzialny w PBDiM za mediacje i finanse.
- W 2017 został podpisany kontrakt na 1 miliard 293 miliony złotych. W tej chwili mamy wartość prac kontraktowych określonych na 1 miliard 928 milionów. To oznacza, że nastąpił wzrost o 60%. Ten wzrost wynika wprost ze zmian, które zlecał zamawiający, czyli PKP PLK S.A. To były m.in. dodany nowy przystanek Koziny, na którym właśnie jesteśmy. To była zmiana przebiegu tunelu, który skutkował m.in. innym zakresem oddziaływania na zabudowę na powierzchni. Była dodatkowo zlecona stacja trafo. Wszystkie te zlecenia były opisywane aneksami
- mówił.
Jak wyjaśniano, do kontraktu podpisano łącznie 51 aneksów, co oznaczało ogromne zmiany w sposobie jego realizacji. Projekt, który dziś jest realizowany, znacząco różni się od pierwotnych założeń. Zarówno pod względem harmonogramu, wartości, jak i zakresu prac.
Jak powiedział Jerzy Pazura, tak duża liczba zmian wynikała m.in. z nie w pełni przygotowanego PFU, czyli programu funkcjonalno-użytkowego stanowiącego zamówienie inwestora. Skala modyfikacji była na tyle duża, że do właściwego drążenia można było przystąpić dopiero po czterech latach od podpisania umowy, po uzyskaniu części niezbędnych pozwoleń.
Podkreślano również, że główną przyczyną obecnego wstrzymania prac jest brak finansowania. Spółka zainwestowała w realizację kontraktu ponad pół miliarda złotych i - jak zaznaczano - nie ma już możliwości dalszego prowadzenia prac wyłącznie ze środków własnych.
- Już w 2022 roku rozpoczęto rozmowy z PKP PLK dotyczące konieczności waloryzacji kontraktu w związku z gwałtownym wzrostem kosztów. Pandemia COVID-19, wojna w Ukrainie i skokowy wzrost cen inwestycyjnych sprawiły, że żaden wykonawca nie byłby w stanie jednocześnie udźwignąć tak dużego wzrostu kosztów i finansować tak rozległej inwestycji z własnych środków
- wyjaśniał Jerzy Pazura.
Pół miliarda z własnej kieszeni
Obecnie spółka oczekuje na zakończenie procesów mediacyjnych. 22 stycznia odbędzie się spotkanie w tej sprawie przy udziale Prokuratury Generalnej.
- Od uzyskania finansowania zależy, czy prace na kontrakcie będą mogły toczyć się dalej. W tej chwili brak środków finansowych uniemożliwia ich wznowienie. Pomimo że tarcza jest gotowa, operacyjnie, organizacyjnie i technologicznie spółka jest przygotowana do natychmiastowego rozpoczęcia prac
- dodał Jerzy Pazura.
O jakie kwoty chodzi? Tego PBDiM nie zdradza, bo obowiązuje go tajemnica. Nie wspomniał o tym również inwestor, czyli PKP PLK, podczas konferencji prasowej, którą również dziś zorganizowano w Łodzi. Marcin Mochocki z PKP PLK zarzucił jedynie, że nie widzi dobrej woli ze strony wykonawcy. Pojawiły się też głosy, że wykonawca stosuje finansowy szantaż.
- Stanowczo zaprzeczam, że jest to jakikolwiek szantaż. Wydaje mi się, że spółka wykazała nadzwyczajną dobrą wolę. Przedstawiliśmy konkretne kwoty. Zarówno wzrostu kosztów, jak i nakładów poniesionych z własnych środków.
Trzeba pamiętać, że mediacje są procesem negocjacyjnym. Występujemy z kwotą rzeczywiście poniesionych kosztów, ale istnieje granica akceptacji propozycji drugiej strony. Muszą to być kwoty, które po pierwsze umożliwią dalszą kontynuację prac, a po drugie przynajmniej częściowo zrekompensują to, co spółka już zainwestowała w realizację kontraktu
- odbija piłeczkę Mariusz Sierżysko.
PBDiM zaznacza, że inwestycja jest wykonana w 71,3 proc. według wyliczeń niezależnego eksperta. Z 7,5 km tuneli do zrobienia zostało tylko 980 metrów. W terenie zabudowanym powstało już około 80 proc. tunelu. Najtrudniejszy jest końcowy odcinek, ale prac zostało niewiele. Kluczowym problemem są dziś pieniądze, nie technologia ani ludzie.
Tunel źle zbudowany?
Tymczasem PKP PLK tworzy wokół wykonawcy czarny PR. W ubiegłym tygodniu w serwisie YouTube pojawił się film, w którym wytykane są rzekome błędy podczas budowy. Wykonawca nie rozumie, w jakim celu powstał film, bo mimo wielu kontroli nigdy wcześniej nie zgłaszał zastrzeżeń co do jakości wykonania. Mówi się też, że na placu budowy powinno być 200-300 osób, a ich nie ma, choć pracownicy otrzymują pensje.
- Potrzebujemy sfinansować dostawców materiałów, sprzętu, podwykonawców. Sami pracownicy to za mało, żeby tarcza ruszyła
- tłumaczył Arkadiusz Fiter, zastępca dyrektora generalnego kontraktu.
- Mamy zakupione materiały za ponad 120 milionów złotych. Czekają na wznowienie budowy.
Jak podkreśla spółka, mediacje są konieczne, bo została całkowicie pozbawiona środków, a inwestycja pochłonęła już nawet zyski z innych działalności.
- Jeśli uzyskamy środki, w ciągu 10 miesięcy tarcza Katarzyna dotrze do Łodzi Fabrycznej. Jeżeli tarcza zostałaby uruchomiona dopiero po 14 miesiącach, do połowy 2026 dodajemy 14 miesięcy - i to jest realny termin ukończenia, czyli koniec 2027 - początek 2028, około lutego
- obiecuje Mariusz Sierżysko.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.