reklama
reklama

Rocznica tragedii na przystanku przy Pomorskiej w Łodzi. Oskarżony się nie przyznaje

Opublikowano:
Autor: | Zdjęcie: Karolina Brózda

Rocznica tragedii na przystanku przy Pomorskiej w Łodzi. Oskarżony się nie przyznaje - Zdjęcie główne

34-latek nie przyznaje się do winy. | foto Karolina Brózda

reklama
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości ŁódźMinął rok od dramatycznego wydarzenia, do którego doszło na przystanku tramwajowym przy ul. Pomorskiej w Łodzi.
reklama

Spłonął wtedy siedzący tam mężczyzna. O podpalenie i nieudzielenie mu pomocy został oskarżony 34-letni Sylwester M. W łódzkim Sądzie Okręgowym toczy się jego proces.

Zbrodnia ze szczególnym okrucieństwem

34-latka oskarżono o zbrodnię ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyzna nie przyznał się do winy.

Sytuację na przystanku uchwyciła kamera pobliskiego monitoringu. Na nagraniu widać, jak ktoś - twarzy nie można rozpoznać - podchodzi do siedzącego na ławce mężczyzny (który jest pod wyraźnym wpływem alkoholu), uderza go w głowę, zdejmuje mu czapkę, rzuca ją na ziemię i na chwilę się oddala. 

reklama

W ciągu kolejnych ponad 20 minut sprawca kilkukrotnie odchodził i powracał do pokrzywdzonego, szturchając go i popychając. Blisko 30-krotnie używał posiadanych zapalniczek po to, żeby skutecznie go podpalić - początkowo tułów, a następnie włosy.

Co uchwycił monitoring?

Zapisy monitoringu wskazują, że podpalony mężczyzna próbował reagować. Gdy zaczęło się palić całe jego ciało, napastnik w dalszym ciągu z bliskiej odległości to obserwował. Nie zrobił nic, co mogłoby uratować życie płonącemu. Przyglądał się także przebiegowi akcji gaśniczej prowadzonej przez straż pożarną, po czym spokojnie odjechał nocnym autobusem.

Przed sądem Sylwester M. nie chciał składać wyjaśnień. Z przedstawionej przez niego w postępowaniu przygotowawczym wersji zdarzeń wynika, że podszedł do śpiącego na przystanku człowieka, żeby go obudzić i zapytać, czy nie potrzebuje pomocy.

reklama

Sylwester M. twierdził, że następnie oddalił się od przystanku i zwrócił na niego ponowną uwagę dopiero wtedy, gdy przyjechała straż pożarna. Myślał, że pali się śmietnik. W kolejnym zeznaniu 34-latek przypomniał sobie, że widział w pobliżu przystanku dwóch kibiców jednego z łódzkich klubów sportowych. Nie rozpoznałby ich jednak.

Nieco inaczej sytuację przedstawiają świadkowie

Nieco inaczej całą sytuację przedstawiają świadkowie. Na ostatnich dwóch rozprawach zeznawały osoby twierdzące, że widziały 34-latka w okolicy miejsca zdarzenia.

reklama

- Zobaczyłam akcję gaśniczą na przystanku i wyszłam zobaczyć, co się dzieje. Mężczyzna, który siedzi na ławie oskarżonych, kręcił się w pobliżu. Gdy wracałam do akademika, szedł za mną. Przez ułamek sekundy widziałam jego twarz

- mówiła 23-latka mieszkająca na pobliskim osiedlu studenckim.

Inna młoda osoba opowiadała, że Sylwester M. obserwował akcję gaśniczą na przystanku, po czym wsiadł do autobusu nocnego.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo