W sobotę Łodzianie pokonali Bruk-Bet Termalikę Nieciecza 1:0. To dopiero trzecie zwycięstwo Widzewa w tym roku, a dziewiąte w ogóle w tym sezonie. Podopieczni Aleksandara Vukovicia przedłużyli tym samym serię meczów bez porażki do pięciu. W nich wszystkich to właśnie Serb prowadził zespół - dwa razy wygrał i trzy razy zremisował. To dobre wyniki, ale i tak pozostaje niedosyt. Do wygrania był zwłaszcza mecz z Rakowem Częstochowa w poprzednią sobotę. Widzew prowadził, ale gola na 1:1 stracił w doliczonym czasie gry. Gdyby tak się nie stało, to teraz - po wygranej w Bruk-Betem Termaliką - byłby nad kreską.
W strefie spadkowej pozostanie co najmniej do następnej serii spotkań. W najbliższą sobotę zmierzy się z Radomiakiem Radom, którego w przypadku wygranej może wyprzedzić.
Śmieją się z milionerów z Widzewa
Widzew walczy o utrzymanie, co jest powodem do drwin kibiców innych klubów. Trudno im się dziwić, bo przecież w dwóch ostatnich oknach transferowych klub z Łodzi wydał około 100 milionów złotych na wzmocnienia. Sprowadzono ponad 20 nowych piłkarzy, w tym reprezentantów kilku krajów, także Polski. Widzew bił nie tylko swoje, ale w ogóle całej ligi, rekordy transferowe. Kolejny raz przekonaliśmy się jednak, że pieniądze nie grają. Milionerzy z Widzewa rzeczywiście mogą spaść, co cieszy wszystkich tych, którzy są klubowi z Łodzi nieprzychylni.
Niewiele brakowało, by w sobotę mieli kolejne powody do śmiechu i drwin. Bo Widzewiacy rzeczywiście długo męczyli się z ostatnim zespołem w tabeli, który w dodatku przez około pół godziny grał w osłabieniu. Dopiero w 89. minucie Sebastian Bergier wykorzystał świetne podanie Mariusza Fornalczyka i strzelił zwycięskiego gola. Na przekór tym, którzy ich wyśmiewali. Teraz też nie brakuje drwin, że Widzew tak bardzo męczył się ze słabeuszem.
Ale to on ma trzy punkty. Nie tak dawno, w debiucie Vuko, pokonał Lecha Poznań. Za zwycięstwo z mistrzem Polski łódzki zespół też zgarnął trzy punkty. Dokładnie tyle samo, ile za pokonanie czerwonej latarni ligi. W sytuacji, w jakiej jest Widzew, nie ma więc znaczenia, z kim gra. Do każdego rywala musi podchodzić tak samo. Nieważny jest też styl. Oczywiście każdy kibic czerwono-biało-czerwonych wolałby oglądać swój zespół grający piękny futbol, ale na tym etapie nie ma to już żadnego znaczenia. Niech Widzew wygrywa nie oddając celnego strzału na bramkę, albo grając "padlinę". Albo niech męczy się z niemal już pewnym spadkowiczem i gola za trzy punkty strzela w samej końcówce. Trzy punkty to trzy punkty.
Widzew odrabia straty
Niech się śmieją z Widzewa, jeśli tak ma wyglądać kolejny weekend sezonu. Plus trzy dla łódzkiego zespołu. Tylko jeden punkt dla Legii Warszawa, Arki Gdynia, Cracovii i Korony Kielce, a żadnego dla Radomiaka Radom. W poniedziałek punkty straci ktoś z pary Piast Gliwice - Pogoń Szczecin, a może oba zespoły po dwa.
Widzew się męczył, naraził na drwiny, ale odrobił straty do rywali. I tylko to ma znaczenie. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.