Przewróciła się w drodze do pracy
Od wypadku minęły 3 lata. To był 30 stycznia 2023 roku. Pani Beata jechała wtedy do pracy.
- Przewróciłam się na Karolewskiej, w pobliżu dworca Kaliskiego. Było jakoś przed godz. 9. Poślizgnęłam się na chodniku przy pustej działce. Upadłam
- wspomina w rozmowie z nami kobieta.
W pierwszej chwili Łodzianka poczuła ból w klatce piersiowej. Podniosła się, podeszła na pobliski przystanek i usiadła na ławce. Na miejsce przyjechało pogotowie. Potem szpital, badania. Okazało się, że kobieta nie tylko złamała rękę. Ucierpiał również jej kręgosłup. Skutki tego upadku kobieta czuje do tej pory.
- Do wyboru miałam gorset ortopedyczny albo zabieg. Zdecydowałam się na wertebroplastykę, czyli cementowanie kręgosłupa. Operacja to był dopiero początek. Później konieczna była rehabilitacja, zresztą rehabilitować powinnam się już do końca życia. W tej chwili nie mogę, z uwagi na inne problemy zdrowotne, ale gdy się z nimi uporam, wrócę do zajęć z rehabilitantem. Ten upadek zmienił całe moje życie. Musiałam zrezygnować z pracy, mimo wielkich chęci. W tej chwili jestem na rencie
- dodaje pani Beata.
Łodzianka dodaje, że mimo iż od wypadku minęły trzy lata, podczas gołoledzi boi się wychodzić z domu.
- Noszę obuwie na podeszwie traperowej. Mam psa, więc muszę wychodzić z mieszkania. Zawsze idę pomalutku, krok po kroczku i to nawet, gdy nawierzchnia nie jest śliska
- przyznaje kobieta.
Pani Beata dzięki znajomej zdecydowała się zawalczyć o odszkodowanie. Niedawno zapadł wyrok pierwszej instancji. Udało się wywalczyć kilkadziesiąt tysięcy złotych odszkodowania.
- Jestem zadowolona, choć zdrowia mi to nie wróci. Zresztą wiadomo, renta to nie to samo co praca. Poza tym leczenie też kosztuje. Wszystkiego nie da się załatwić na NFZ
- uważa.
Znalezienie właściciela nieruchomości nie jest wcale takie proste
Co było najtrudniejsze w całym postępowaniu? Znalezienie właściciela nieruchomości.
- To nie jest wcale taka prosta sprawa. Bez tego jednak nic nie zdziałamy. Nie zawsze przecież miasto odpowiada za stan drogi czy chodnika. Niekiedy trzeba napisać kilka pism, by dowiedzieć się, w czyim władaniu znajduje się dana nieruchomość. Samo postępowanie także jest trudne
- mówi Ewelina Będkowska, radca prawny z Kancelarii Prawnej Meritum w Łodzi.
O czym pamiętać tuż po zdarzeniu?
- Oczywiście łatwo się mówi. Zwykle jesteśmy w szoku. Zdjęcia oblodzonego chodnika, nawierzchni pomagają, ale nie są konieczne. Ważniejsi są świadkowie zdarzenia i, wbrew obiegowym opiniom, mogą to być osoby spokrewnione. Sądy biorą pod uwagę ich zeznania. Do tego oczywiście dokumentacja medyczna
- dodaje Ewelina Będkowka.
Jak podkreśla pani mecenas, gra jest warta świeczki. W przypadku poważniejszych konsekwencji zdrowotnych sądy zasądzają od 100 do 200 tys. zł odszkodowania. Skręcenia kostki to na przykład 10-15 tys. zł.
- Jedna ze spraw, podczas której udało się wywalczyć spore odszkodowanie, dotyczyła kobiety, która przewróciła się na ul. Legionów. Podczas upadku podparła się ręką. To był miejski chodnik. W tym przypadku zawarto ugodę
- wyjaśnia.
Do kancelarii Meritum od grudnia do połowy stycznia zgłosiło się około 60 osób, które przewróciły się na oblodzonej nawierzchni.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.