Reklama

Mieszkańcy Łodzi powinni znać pseudonim „Ślepy Maks” [AUDIO | FOTO]

Autor:
Marcin Kluczyński
2019-12-05 15:08

Na jego usługach był przestępczy półświatek z łódzkich Bałut, jednocześnie bywał przyjmowany na salonach przez posłów, burmistrzów, prezydentów i naczelników policji. Szalały za nim kobiety, drżała gangsterska konkurencja. Był niemal analfabetą, ale płynnie mówił w czterech językach. Inteligentny, sprytny, czasem bezwzględny. Choć wokół Ślepego Maksa narastało w przedwojennej Łodzi wiele legend, to jednak ta postać dziś jest kompletnie nieznana współczesnym mieszkańcom tego miasta. Okazją do odkrycia łódzkiego Ala Capone z czasów międzywojnia jest kolejna publikacja autorstwa Waldemara Wolańskiego, pt. „Ślepy Maks. Historia prawdziwa”.

Na zdjęciu autor książki pt. Na zdjęciu autor książki pt. "Ślepy Maks. Historia prawdziwa" Waldemar Wolański i Marek Michalik, prezes zarządu Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Łodzi / Fot. Marcin Kluczyński

Publikację zaprezentowano 5 grudnia, w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, która obok Fundacji Made in Boat i Stowarzyszenia Twórczego Rozwoju Malowany Młyn jest współwydawcą książki.   

- Bardzo zależy nam, żeby Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna była tak odczytywana, że jesteśmy też mecenasem kultury. Mamy świadomość tego, że powinniśmy się w tego typu działania też włączać - powiedział Marek Michalik, prezes Zarządu Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej S.A.

- Okazało się, że jest fantastyczna publikacja, są materiały niepublikowane do tej pory na temat Łodzi, na temat historii Ślepego Maksa, na temat jego legendydodał prezes Zarządu ŁSSE.

Ślepy Maks. Postać, która elektryzuje

Autorem książki pt.: „Ślepy Maks. Historia prawdziwa” jest prof. Waldemar Wolański, z wykształcenia reżyser teatralny, profesor łódzkiej Filmówki. To już dziewiąta publikacja tego autora poświęcona legendzie Ślepego Maksa. Jak tłumaczy Wolański, w całej historii Ślepego Maksa zafrapowało go nagłe, kompletne wymazanie tej niegdyś legendarnej, wręcz elektryzującej postaci, ze świadomości mieszkańców Łodzi.  

- Zupełnie przypadkowo natknąłem się na postać Ślepego Maksa. Bardzo mnie zafascynowało to, że przez 40 lat mieszkania tutaj, w tym mieście, właściwie się z nim nie spotkałem. (…) tak sławna postać, i to nie tylko w Łodzi, ale również w Polsce, nagle zniknęła, wyparowała. Zacząłem drążyć tematmówi prof. Waldemar Wolański.

- Wydaje mi się, że ludzie mieszkający w tym mieście powinni znać Ślepego Maksa, bo to jednak była absolutna legenda. Można ją niejednoznacznie oceniać. Zrobił dużo rzeczy złych, ale też i bardzo dużo rzeczy dobrychtłumaczy w rozmowie z TuŁódź.pl autor książki o Ślepym Maksie.

Waldemar Wolański pracował nad książką przez 6 lat i jak przyznaje, powstało coś, co stanowi absolutne kompendium wiedzy na temat Ślepego Maksa. Są tam fakty, daty, przypisy, odesłania do źródeł. Książka jest dokumentem, ale ma sznyt fabularyzowany. Czyta się jak beletrystykę, tak więc szybko wciąga czytelnika. Jak tłumaczy autor, przez pryzmat przypadków Ślepego Maksa poznajemy również dawne życie Łodzi, klimat tego miasta. - Jest też historią naszego miasta, ponieważ on przez cały czas był związany z naszym miastem; od zaboru carskiego, aż roku 1960, kiedy zmarł tutaj, w Łodzi na ulicy Gdańskiej 26mówi prof. Wolański.   

Kreował swoją legendę

Na temat Ślepego Maksa krążyły legendy, a za niektórymi z nich ponoć stał on sam. Na jego usługach był przestępczy półświatek z łódzkich Bałut, jednocześnie bywał przyjmowany na salonach przez posłów, burmistrzów, prezydentów i naczelników policji. Szalały za nim kobiety, drżała przed nim konkurencja. Był niemal analfabetą, ale płynnie mówił w czterech językach. Inteligentny, sprytny, czasem bezwzględny.

- To, co wiedzieliśmy do tej pory na temat Ślepego Maksa, okazało się być bardziej legendą i takim mitem, niż prawdą. (…) Był facetem, który jakby tworzył swoją legendę. (…) Mnóstwo rzeczy, które opowiadał sam o sobie, nie były zgodne z prawdąmówi prof. Wolański.

- Tak naprawdę wszyscy powtarzali fragmenty książki Arnolda Mostowicza „Legenda o Ślepym Maksie”. A Mostowicz, z wrodzoną sobie swadą, więcej wymyślił, niż wiedział. My to wszystko weryfikujemy. Będziecie mogli z tej książki poznać prawdziwą historię życia Ślepego Maksazapewnia autor.

Fakty z pierwszych źródeł

Praca nad książką poświęconą Ślepemu Maksowi wiązała się nie tylko z niemal benedyktyńską pracą polegającą na szukaniu poszlak, dokumentów, m.in. w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej, ale wiele informacji na temat swojego bohatera udało się autorowi pozyskać z pierwszych źródeł. Waldemar Wolański dotarł do ludzi, którzy znali Ślepego Maksa, a nawet do jego ostatniej małżonki.

- Spotkałem ludzi, którzy jeszcze znali Maksa, którzy z nim rozmawiali. Udało mi się zaprzyjaźnić z ostatnią żoną Ślepego Maksa, panią Alicją, która przekazała mi absolutnie fantastyczne archiwum; zdjęcia, dokumenty, pamiętniki Ślepego Maksa, rzeczy, które nigdy nie były publikowaneopowiada autor książki o Ślepym Maksie.

- Spotkałem ludzi, którzy wyciągnęli z szuflady takie dokumenty jak chociażby pokwitowanie dla Józefa Cyrankiewicza na 50 tys. złotych od Ślepego Maksaujawnia prof. Wolański.

„Miał swoje dojścia i swoje wtyki…”

Maks robił rzeczy, które wtedy były nie do pomyślenia. W rozmowie z TuŁódź.pl prof. Wolański opowiada, jak przy absolutnym zakazie posiadania walut zagranicznych i złota, Ślepy Maks oficjalnie siedział w Malinowej, gdzie głównym kelnerem był agent Urzędu Bezpieczeństwa i uchodziło mu to absolutnie bezkarnie. - Miał swoje dojścia i miał swoje wtyki, był niewątpliwie niesłychanie skuteczny zauważa prof. Wolański.

Obserwując zuchwałe poczynania Ślepego Maksa nasuwa się myśl, że jego działanie poza prawem odbywało się jakby za cichym przyzwoleniem służb, jednak autor książki nie do końca potwierdza taką tezę. – Na pewno nie był oficjalnym agentem. To wiem na pewno, ponieważ przekopałem wszystkie możliwe źródła, łącznie ze źródłami IPN-u. Tam jest oficjalny meldunek, który mówi, że on nie był „na kontakcie” z UB. Miał jakieś papiery i był często inwigilowany, odbywały się u niego rewizje. (…) Myślę, że on miał jakieś haki na tamtejszą władzę. Natomiast nigdy niczego nie znaleziono. Między innymi dlatego, że jakieś inne tajemnicze osoby uprzedzały go zawsze o tymzdradza autor książki o Ślepym Maksie.

Nierozwikłane zagadki z życia łódzkiego Ala Capone

Wokół postaci Ślepego Maksa wciąż pokutuje mnóstwo nierozwikłanych do tej pory tajemnic. - Na przykład, co się z stało z jego olbrzymim, absolutnie gigantycznym majątkiem, który miał pod koniec swojego życia. Co się stało z jego pierwszą żoną i z kochanką, z którą mieszkał tutaj w międzywojniu, a która wyjechała z częścią jego skarbu do Paryża. Jest wiele tajemnic. Trochę działałem jak detektyw, chodząc po tych ścieżkach, odkrywając faktymówi dla TuŁódź.pl prof. Waldemar Wolański.  

Łodzianie będą mieli niepowtarzalną okazję poznać bliżej postać Ślepego Maksa na spotkaniu, które odbędzie się w sobotę, 7 grudnia, o godz. 18.00 w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, przy ul. Tymienieckiego 22G. Będzie to sposobność do spotkania z autorem książki o Ślepym Maksie, prof. Waldemarem Wolańskim, a także osobami osobiście znającymi łódzkiego Ala Capone z czasów międzywojnia. Fragmenty książki będzie czytał aktor Bronisław Wrocławski, a Małgorzata Flegel wykona przeboje przedwojennej Polski. Wśród przybyłych na to spotkanie zostaną rozlosowane egzemplarze książki „Ślepy Maks. Historia prawdziwa”. Wstęp wolny.

Reklama
Sonda
Wybierz sportowe wydarzenie roku 2019!
Proszę wypełnić wszystkie pola!
Oddanych głosów:
3970
Reklama
Reklama
0.17507481575012