Reklama

(Ni)jakość. Ekstraklasa pokazuje ŁKS-owi środkowy palec

Autor:
Jakub Balcerski
2019-08-17 00:36 Aktualizacja: 2019-08-17

1-1-3. Bilans pierwszych pięciu ligowych meczów Łódzkiego Klubu Sportowego po powrocie do piłkarskiej elity Polski. Zanim na klub wyleją się wszelkie możliwe pomyje za to, że końcówkę dopisał sobie 3 porażkami z rzędu, przypomnijmy sobie jedno słowo: beniaminek. Z konstruktywną krytyką, czy bez – będzie teraz odmieniane przez wszystkie przypadki. Zadajmy sobie pytanie: jak odmieniać je po tak bolesnym meczu z Wisłą?

Jose Ruiz Pirulo nie zaczął sezonu z ŁKS-em w wymarzony sposób (Fot. Bartosz Kudaj) Jose Ruiz Pirulo nie zaczął sezonu z ŁKS-em w wymarzony sposób (Fot. Bartosz Kudaj)

Krakowska lekcja

Obrazki meczu. Przez większość czasu podania wymieniane przez drużynę Kazimierza Moskala, w pierwszej połowie w wielu momentach można to było nazwać przeważaniem. Cztery błędy i gole dla rywali – 23, 44, 61 i 91 minuta. Cztery ukłucia.

68. minuta – prawdopodobnie pierwsza próba zagrania do piłkarza-widmo na swojej pozycji. Prostopadła piłka do Łukasza Sekulskiego, która kończy w rękawicach bramkarza Wisły Kraków. 70. minuta - od mniej więcej tego momentu ŁKS zaczął grać mniej więcej naturalnie przy Reymonta. Nic to jednak nie dało, a obraz gry to nie jest wzór, nad którym z pewnością pracuje w głowie Moskal, choć wcześniej mówił, że nie wie, gdzie jego zespół ma swoje maksimum. Wielu mówi, że zderza się ze ścianą.

Ekstraklasa vs. ŁKS

Ja miałbym tu na myśli przede wszystkim chęć wszystkich wokół do odwzorowania łodzian z Fortuna I Ligi w lidze poziom wyżej. Tu Ekstraklasa pokazuje ŁKS-owi środkowy palec. O ile w pierwszych chwilach wydawało się, że łodzianie są świetnie przygotowani, teraz wychodzi trochę , że beniaminek nie ma obecnie planu B, bazuje na jakości zawodników środka pola, która nie zawsze jest idealna i niezdarnie stara się nie popełniać błędów w obronie. A tak, jak liga nie chce dostosować się do ŁKS-u, tak ŁKS nie chce zrozumieć, że będzie musiał choć trochę dostosować się do niej.

I 73. raz 60 sekund. Pojedynek, który mógłby firmować to, jak wyglądało całe spotkanie. Janka Sobocińskiego wyprowadzającego piłkę, fauluje próbując ją nieudolnie odzyskać doświadczony Paweł Brożek. Nie czytałem z ust, co dokładnie powiedział po starciu, ale wyraźnie pod nosem uśmiechał się, widząc oburzenie młodego obrońcy. „Witamy w Ekstraklasie” - pasowałoby idealnie.

Ni(jakość)

Ktoś, kto myślał, że PKO Ekstraklasa będzie dla ŁKS-u utopią niekończących się zwycięstw zostałby dziś pewnie odesłany do psychiatryka. Kibice tym, którzy wypisują nad łódzkim klubem widmo błyskawicznego spadku przypisują jednak ten sam los. Problemem ŁKS-u nie jest to, że nie sprawdza się pierwszy scenariusz. Nie cieszyłbym się też przesadnie, że nie realizuje się ten drugi.

Kłopoty zaczynają się w chwili, gdy zrozumie się, że pojawiła się zwłaszcza wynikowa (ni)jakość. Bo piłka, którą grają na pierwszy rzut oka cieszy. Gdy patrzy się na skuteczność strzałów, radość stopniowo ustaje, a wyniki na dziś pewnie wyczerpują jej zasoby. Choć każdy wzbraniał się czegokolwiek przed startem sezonu zakładać, patrząc na układ terminarza.

Błędy i czas, czas i błędy

Nikt nie mówi, że w tabeli powinno być 15 punktów. Nikt nie twierdzi, że trener jest do zwolnienia, a pół drużyny do odesłania do rezerw. Przydarzyło się to, czego wielu sceptyków się spodziewało – dołek, jeśli tak można nazwać 3 porażki z rzędu z mistrzem Polski, liderem Ekstraklasy i wyjazdowego rywala, który właśnie złapał wiatr w żagle, a na trybunach organizuje w meczach z ŁKS-em piekło ze względu na powiązania z Widzewem. Nie czas na oceny, chyba, że ktoś w całym tekście potrzebuje stwierdzenia, że we wszystkich tych meczach ŁKS od rywala był lepszy. Tak, ale niestety zwłaszcza w liczbie popełnianych błędów.

Drużynie Kazimierza Moskala potrzebne jest teraz to, co każdemu zespołowi w Ekstraklasie w dowolnym momencie sezonu – czas. Na poprawienie skuteczności, odnalezienie napastników, lepszą organizację defensywy, neutralizację błędów… Liga wczoraj łodzianom pogroziła. Jeśli swoich braków nie wypełnią, możliwe, że czasu zabraknie. Na razie jest go jednak pod dostatkiem, a gonić po 5 meczach będą szaleńcy. Bolesne lekcje to dla naszej rodzimej ligi specjalność i jestem pewny, że ta z Krakowa nie jest dla „Rycerzy Wiosny” ostatnią. Oby tą najbardziej bolesną.

CZYTAJ TAKŻE>>> Łodzianie wracają do domu na tarczy. WISŁA - ŁKS 4:0

Reklama
Reklama
Reklama